Temat numeru
nr 1 (91) STYCZEŃ 2015

Stół – urządzenie nieskomplikowane, a jednak niezastąpione. W naszej rodzinie mamy tę wspaniałą możliwość wspólnego zasiadania do stołu nie tylko w niedzielę czy święta.

Stół nasz powszedni

„Pamiętaj o stole”

To bezcenna pomoc dla rodziców i nauczycieli w rozmowach z dziećmi na temat polskich tradycji. Autorka zebrała znane w polskiej literaturze fragmenty opowieści o stole i wzbogaciła je wspomnieniami Polaków ze Wschodu i relacjami uczniów Kolegium św. Stanisława Kostki pochodzących z Kresów.

Anna Pragłowska

 

Jest jak mapa, na której plamy po wylanych zupach i łzach tworzą historię domu. Zna nas dogłębnie, i to nie zawsze z najlepszej strony, przy nim się spotykamy, kłócimy i jemy, on nas łączy i… dzieli.

Stół nasz powszedni.

Bez niego nie ma domu.

 

Nigdy się nami nie nudzi

Stół – zwyczajny, ale rozkładany, sosnowy, pożyczony lata temu od szwagierki Kasi. Obrusy białe i kwieciste kryją ślady intensywnego użytkowania. Bo ten stół nie nudzi się nigdy. W poniedziałek Tadzio i Irenka, zanim wyruszyli w drogę do domu, dzielili się przy nim swoimi wrażeniami z pobytu w Rzymie. We wtorek Marek odrabiał tu angielski, bo niedaleko kuchnia, a tam mama, która pomoże. W środę zasiadł wraz z nami do kolacji Jarek, który był służbowo w stolicy. W czwartek dzieci nasze i sąsiadów wpadły z podwórka na naleśniki. W piątek wieczorem graliśmy w „Pytaki”. W sobotę stół załapał się na czyszczenie. Potem usiadł przy nim zaprzyjaźniony ksiądz, który zajrzał na ciasto czekoladowe. W niedzielę dziadek Tadeusz pił herbatę z wnukami i naszą małą sąsiadką Ulą. Stół pamięta niejeden wieniec adwentowy i niejedną świąteczną dekorację, bliskich, których już z nami nie ma, komunijne przyjęcie Janka. I czeka na kolejne wielkanocne śniadania, wigilijne wieczerze, rocznice ślubu, urodziny, rodzinne obiadki…

Marta Dzbeńska-Karpińska

 

Przy nim patrzymy sobie w oczy

W październikową noc modlitwy za rodzinę Papież Franciszek w krótkim słowie do ojców synodalnych i rodzin z całego świata powiedział: „Nad naszym zgromadzeniem zapada już zmierzch. O zmierzchu wieczorem ludzie wracają do domu, siadają przy stole i dzielą się miłością (…). Po co siadamy przy stole: czy tylko, aby zjeść?”.

Zapytałem swoje dzieci (7, 10 i 12 lat). Najmłodsze powiedziało: „Jak się jest razem przy stole, jest raźniej i można pogadać, a najsmaczniejsze danie z pysznym deserem jedzone w samotności nie smakuje tak jak zwykły obiad w domu”. Najstarsze dodało, że nikt nie powinien urywać się przed końcem wspólnego biesiadowania. A średnie stwierdziło: „Przy stole jest czas na rozmowę i mówienie o swoich problemach, a jak w domu ludzie razem nie siadają do stołu, robi się bałagan”.

Tak więc wspólny stół ponad wszystko! Zwyczajny, codzienny stół – niby nic wielkiego, ale gdy go zabraknie, gdy brakuje patrzenia sobie w oczy, rozmowy, zaczyna się samotność pod wspólnym dachem. W życiu codziennym nie potykamy się bowiem o wielkie Himalaje, tylko o zwykłe kretowiska.

Hanna i Piotr (rodzice), Marysia, Staś, Małgosia, Ula, Asia

 

Dębowy członek rodziny

Ciężki jak słoń

„Od tej pory, by nigdy nie zapomnieć o łączących nas więzach (…) Postawię (…) stół… i przy nim będziemy się spotykać. A wokół stołu – salę. A wokół sali – zamek”.

Nie jestem wprawdzie królem Arturem, ale ów cytat doskonale opisuje najważniejszy mebel w naszej rodzinie. Gdy przeprowadzałem się z rodziną do naszego pierwszego samodzielnego mieszkania na Starówce, na babcinym strychu odkryłem stół kupiony przez mojego dziadka w 1936 roku. Ten stół był naszym pierwszym meblem, a w zasadzie pierwszym elementem wystroju naszego starówkowego poddasza. Do niego dostosowaliśmy bowiem rozkład ścian działowych mieszkania, o którą to drobną przebudowę toczyła z nami później wojnę administracja. Przy tym stole jedliśmy wspólne posiłki, graliśmy rodzinnie w brydża, gry planszowe i RPG, urządzaliśmy święta. Kiedy przeprowadziliśmy się do naszego obecnego domu, stół przyjechał z nami już na prawach członka rodziny. Jest ciężki jak słoń, z dębowego drewna, a po rozłożeniu jeszcze pięć lat temu w trakcie świąt mieściła się przy nim cała rodzina. Dziś muszę dostawiać już drugi. Ale nawet na co dzień, bez angielskiej porcelany, wspólny rodzinny obiad w gronie mieszkańców domu to dla nas najważniejsza tradycja.

Andrzej Łukasiak

 

Gdy przychodzą trudne dni

Stół – urządzenie nieskomplikowane, a jednak niezastąpione. W naszej rodzinie mamy tę wspaniałą możliwość wspólnego zasiadania do stołu nie tylko w niedzielę czy święta. Każdy posiłek razem spędzony to niepowtarzalna okazja do rozmowy o naszych radościach, smutkach, cierpieniach, marzeniach, czyli o tym, co słychać w moim życiu, mojego męża i naszych dzieci. Poznajemy siebie, wysłuchujemy, wspieramy i dyskutujemy. Czasem dość żywiołowo. Wszyscy powinniśmy dbać o dobrą atmosferę przy stole. Jednak nie zawsze jest spokojnie. Zdarzają się trudne dni: ktoś wylał herbatę, drugi jest zły na cały świat, trzeci najchętniej zaszyłby się z ulubioną książką i talerzem gdzieś daleko w swoim pokoju, z dala od zgiełku… Powiedziałabym, że to normalne i nie powinno nas martwić. Nasze życie polega na nieustannym zmaganiu się z przeciwnościami, przy stole również. Natomiast bardzo pomaga znak krzyża przed posiłkiem. To, co ważne i normalne, dziś jest dziwne w oczach świata. Pan Bóg jest dawcą życia, wszystko, co mamy, dostajemy od Niego: tę chwilę, drugiego człowieka i to, co mamy na talerzu. Powinniśmy o tym pamiętać, a najlepiej dziękować.

Stół spełnia w naszej rodzinie jeszcze jedną ważną funkcję. W niedzielę zasiadamy przy stole nakrytym obrusem, jest świeca, kwiaty oraz Pismo Święte. Każdy ma miejsce, jesteśmy odświętnie ubrani, bo to wyjątkowa chwila. Śpiewamy hymn i psalmy, mąż – tata, głowa rodziny – czyta fragment z Biblii, po czym wyjaśnia go dzieciom, mówi, jak ta historia realizuje się w jego życiu. Dzieci mogą pytać i muszę dodać, że są zaciekawione, a biblijne historie bardzo je intrygują. Mówią o tym, co same słyszą, co szczególnie zapamiętały. To bardzo ważne spotkanie i wyjątkowe doświadczenie. Na koniec prosimy w modlitwie o to, czego potrzebujemy, i przekazujemy sobie znak pokoju. Czasem ze śmiechem, czasem przez łzy. Prawie zawsze jest trudno i pod wiatr, pod górę, w nerwach i zmęczeniu. Czasem się nie udaje. Jednak staramy się, jesteśmy razem, możemy wracać do wspólnego stołu, do drugiego człowieka.

Iwona Siwik

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce. OK