Temat numeru
nr 3 (105) MARZEC 2016

A tutaj Bóg zaskoczył ich kolejnymi niespodziankami...

Natalia Rakoczy

Jak słuchamy i jak mówimy?

U nich w domu nigdy nie jest pusto. Zawsze coś się dzieje i ktoś z kimś rozmawia. Trudno, aby było inaczej przy takiej kompanii – trzech dryblasach i dwóch uroczych dziewczynkach.

 

 

„Kiedy urodził się mój pierwszy syn, pomyślałam, że fajnie, drugi – fajnie, a po narodzinach trzeciego: «Wow! Jak fajnie!» – śmieje się Ela. – Chłopcy są wspaniali, ale jednocześnie tak absorbujący, że wypełnili całą naszą przestrzeń emocjonalną” – wyznaje. A tutaj Bóg zaskoczył ich kolejnymi niespodziankami – Basią i Małgosią.

 

Dla chłopców: jasne zasady

Chociaż dwóch z ich synów jest już pełnoletnich (Jerzyk ma 20 lat, a Bartek 18, natomiast trzeci, 16-letni Jakub, szybko goni braci), to do dzisiaj wspominają wychowawcze zmagania. Bo jak sami wyznają – trzeba było przy nich być czujnym 24 godziny na dobę. Jeden z nich odpalił petardę, która trafiła go w twarz, innym razem drugi zrzucił telewizor na głowę, trzeci chwycił kable, aż przestał działać prąd w całym mieszkaniu… „Niektórzy pytali, jak my w ogóle dajemy sobie z nimi radę” – śmieje się Ela. Jednak pomimo że Wojtek z Elą musieli się czasami niemało nagimnastykować, aby ten żywioł ogarnąć, to dzisiaj zgodnie stwierdzają, że było warto. Warto, bo mają ze swoimi dziećmi bardzo dobry kontakt. Chłopcy nie uciekają z domu, wręcz przeciwnie – pomimo „swoich lat” chętnie spędzają czas z rodzicami. Zainwestowane w wychowanie godziny przyniosły profity.

„W naszym domu były precyzyjnie określone reguły” – podkreśla Wojtek. Jasne reguły konsekwentnie egzekwowane to według nich najlepszy sposób na dogadanie się z synami. „Oni muszą mieć określone, co im wolno, a co nie” – stwierdza Ela. Do chłopców mówi się językiem jasnym i konkretnym: „To można, a tego nie. Tutaj jest granica i nie wolno jej przekroczyć!”.

Państwo Małeccy mieszkają w piętrowym domu, w którym na górze chłopcy mają pokój podzielony na trzy części. Zazwyczaj bawili się w nim razem, ale na wypadek różnych sprzeczek mieli jasną regułę – jeżeli któryś z nich obraził się na cały świat i chciał pobyć na osobności, reszta musiała opuścić jego terytorium. „Staraliśmy się nie narzucać im czegoś w sztuczny sposób, bardzo rzadko uciekaliśmy się do kar, raczej staraliśmy się pokazać konsekwencje pewnych działań, że zawsze trzeba umieć coś wybrać, a  z czegoś zrezygnować” – tłumaczy Wojtek.

Ten sposób dogadywania się z synami sprawdzał się w drobnych, ale też w „grubszych” sprawach. „Bartek przez pewien czas należał do organizacji «Strzelec», która organizowała różne wyjazdy dla chłopaków, gdzie mogli się wyszaleć i poczuć smak przygody. Nam bardzo podobała się sama idea tej organizacji, ale był pewien problem – wyjazdy niekiedy kolidowały ze szkołą, a w dodatku z angielskim, w którym Bartek nie był orłem. I ustaliliśmy zasadę: może jechać, ale pod jednym warunkiem – nie może mieć ani jednej niepoprawionej jedynki. Sami byliśmy zdziwieni, kiedy obserwowaliśmy, jak nasz syn potrafi się zmobilizować, gdy mu na czymś zależy” – opowiada Ela.

Na półce w kuchni u państwa Małeckich leżą tajemnicze skrzyneczki, z których po otwarciu wysypują się różne smakołyki. „Każde dziecko ma swoją skrzyneczkę. Tutaj jest skrzyneczka Jerzyka, a tam Basi. Co miesiąc te skrzyneczki są napełniane, a potem dzieci mogą dysponować łakociami, jak chcą. Pod jednym warunkiem – muszą doczekać kolejnego napełnienia. Jeżeli zjedzą wszystko na raz, na później  już nic im nie zostanie…” – mówi Wojtek.

Chociaż reguły działają na wszystkich synów, jednak każdy z nich trochę inaczej na nie reaguje. Do każdego trzeba znaleźć odpowiedni klucz. „Najstarszy podporządkowuje się, ale chce wiedzieć, dlaczego. Trzeba mu dokładnie uzasadnić, dlaczego na danej rzeczy nam zależy. Bartek z kolei niejednokrotnie próbuje nas zmiękczyć, przekroczyć ustaloną granicę, dlatego często dłużej musimy z nim na dany temat porozmawiać”.

 

Dla dziewczyn: czułość i cierpliwość

A w jaki sposób dotrzeć do dziewczynek? „Egzekwowanie przestrzegania zasad u chłopców jest o wiele prostsze. Jak się powie coś zdecydowanym tonem do dziewczyn, to one od razu szepczą słodkim głosikiem: «Ale tatuuusiu…» – śmieje się Wojtek. – Do nich trzeba przemawiać czulszym językiem. Trzeba także więcej razy powtarzać to, o co się prosi. W przypadku chłopców jest komenda – jest reakcja. A do córek mówi się jeden, drugi, trzeci raz – a potem często trzeba jeszcze dopilnować, aby zrobiły daną rzecz”.

Ela miała wielką lekcję komunikacji z Basią, gdy zdecydowała się uczyć ją w domu. Atmosfera zaczęła się coraz bardziej zagęszczać. „Jak dziecku przydarzy się coś przykrego w szkole, to przychodzi do mamy i jej się skarży, a w tym wypadku to ja byłam tą okropną nauczycielką, która chciała czegoś od dziecka” – wspomina Ela. To napięcie trwało kilka miesięcy, aż Ela nauczyła się radzić sobie z trudnymi sytuacjami. „Kiedy narasta zdenerwowanie, to nie ma sensu od razu rozwiązywać problemu, ale wtedy staram się na chwilę odejść, zająć się czymś innym, chociażby prasowaniem, aby w tym czasie opadły emocje, i potem o wiele łatwiej się rozmawia”.

Wielkim sukcesem państwa Małeckich jest fakt, że bardzo dobrze znają swoje dzieci, poświęcili im wiele czasu, obserwowali, jak zachowują się w różnych sytuacjach, towarzyszyli im w sukcesach i porażkach – i dzięki temu stali się dla nich autorytetem. A wtedy rozmowa i przekazywanie wartości są o wiele prostsze. „Chociaż czasami nie podobają nam się pewne wybory naszych dzieci, staramy się im wszystkiego od razu nie zabraniać, ale towarzyszymy im, obserwujemy, co się dzieje, i pokazujemy, że coś jest właściwe albo nie, a po pewnym czasie same się przekonują, że mieliśmy rację. Niekiedy odwołujemy się do ich wcześniejszych doświadczeń, ale możemy to zrobić tylko dlatego, że ich dobrze znamy”.

 

Elżbieta i Wojciech Małeccy – małżeństwo od 23 lat. Mają pięcioro dzieci: Jerzego (20 l.), Bartka (18 l.), Jakuba (16 l.), Basię (9 l.) i Małgosię (5 l.).

 

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce. OK