Alfabet Papieża Rodzin
nr 4 (118) kwiecień 2017

Nierozerwalność małżeństwa zrozumieją tylko ci, którzy odkryli to wewnętrzne życie, które w nas pulsuje, i mają poczucie własnej godności, a do tego wiedzą, Komu ją zawdzięczają...

Elżbieta Marek

Nierozerwalne, i już!

Wysłuchałam świadectwa pewnej kobiety z długim stażem małżeńskim. W momencie ślubu była pewna, że jeśli z mężem nie da się wytrzymać, to się rozwiedzie. Dopiero później, w czasie kryzysu małżeńskiego, nawróciła się i zrozumiała, jak wielkim darem jest sakrament. Po wielu latach odnowili swoje przymierze.

Czy ta pani jest wyjątkiem? Myślę, że wiele osób wchodzących w związek małżeński ma podobne, powierzchowne rozumienie trwałości rodziny. A skoro już na starcie zastanawiają się, czy w kryzysie będą chcieli dalej biec razem, to słabe są szanse, że dobiegną do mety z dobrym wynikiem.

Oblubieńczy i wzajemny dar, jaki ma miejsce w małżeństwie, dar osób, całkowity i bezinteresowny, nie może być odebrany ani cofnięty. Dlaczego tak jest? Otóż człowiek nie jest rzeczą, jest osobą, której nie można traktować jak przedmiotu. Przedmioty możemy wypróbowywać, wyrzucać, wymieniać. Nigdy natomiast nie można tak postępować z osobą. Współmałżonek jest takim dobrem, że jedynym odniesieniem do niego jest miłość. A zasada miłowania osoby „godzi się w pełni tylko z monogamią i nierozerwalnością małżeństwa”. W przeciwnym wypadku osoby (kobieta i mężczyzna) są dla siebie tylko przedmiotem użycia, a związek trwa, dopóki któreś z nich się nie znuży, nie znudzi, nie zniechęci.

Jeśli są wielkie trudności, możliwa jest separacja, a nawet – dla ochrony dzieci i mienia – zdarzają się cywilne rozwody, ale samo małżeństwo, potrzebujące uzdrowienia, istnieje nadal. Dar jedności małżeńskiej, dar sakramentalny trwa do końca życia małżonków. Od nich zależy, czy będą tę jedność świadomie budowali, współpracując z potężną łaską, czy też nie. Niektórzy twierdzą, że jeśli nie czują już miłości, to małżeństwa tak naprawdę już nie ma. Jednak zaniedbanie miłości i grzechy przeciwko niej nie unicestwiają małżeństwa. Nawet chore małżeństwo, niepielęgnowany dar jedności, trwa do końca życia. Nikt, nawet biskup ani papież, nie może go rozwiązać – bo przecież mężczyzna i kobieta sami, dobrowolnie i ważnie, zawarli je wobec Boga.

Dzisiaj młodzi ludzie, chcąc utrzymać się za wszelką cenę na rynku pracy, dają się wykorzystywać, pracując całymi dniami. Często zmęczeni i zestresowani, zapominają, kim są. Nie mają czasu na refleksję. Sami godzą się być jak trybiki, często nie widząc innego wyjścia. Nie zadają sobie pytania, jaki to ma sens, łudzą się mirażem kariery i sukcesów materialnych. Nie mają czasu ani dla siebie, ani dla współmałżonka i rodziny. Czy mają szansę obudzić się z tego wyścigu, który nie daje gwarancji ani na zwycięstwo, ani na nagrodę? A przecież tylko wewnętrzne życie może nadać sens wszystkiemu, co robimy! Nierozerwalność małżeństwa zrozumieją tylko ci, którzy odkryli to wewnętrzne życie, które w nas pulsuje, i mają poczucie własnej godności, a do tego wiedzą, Komu ją zawdzięczają, Komu mogą zaufać i na Kim mogą się oprzeć.

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce. OK