Alfabet Papieża Rodzin
nr 6 (84) CZERWIEC 2014

Najmłodszy pielgrzym na placu ma trzy miesiące. Jego też – jak wszystkich – zaprosił tu Bóg. Wokół wrza­wa, śpiewy, okrzyki – a on spokojnie śpi wtulony w mamę. Jan Paweł II pewnie uśmiechnąłby się do niego...

Magdalena Pajkowska
współpraca
Jakub Pajkowski

Wielka kumulacja

 Jezu, ufam Tobie! Jak Jan Paweł II, jak Jan XXIII, jak Faustyna. Ufam, więc nie boję się wyruszyć. Ufam, więc idę. Ufam, a świętość staje się realna, bliska, możliwa. Kanonizacja w święto Miłosierdzia – i czterech papie­ży razem.

 

My, pielgrzymi. Już nie ja, pielgrzym, ale wspólnota ludzi, którą Bóg zgromadził u stóp ołtarza. Różni, z da­leka i z bliska, pozostawili na chwilę swoje domy, pracę, by wyruszyć. Jedni szli przez wiele tygodni, inni przyle­cieli samolotem. Część spała na placu Świętego Piotra, inni noc spędzali w hotelu. Jednak wszyscy stanęli, by wspól­nie dziękować za świętość dwóch papieży.

Pielgrzymka jest rezygnacją z wygody, jest czasem oddanym Bogu. On sam wie, czego nam potrzeba, z czym przychodzimy. Kanonizacja w święto Miłosierdzia podkreśla przesłanie zaufania Bogu. Jak Faustyna, jak Jan XXIII, jak Jan Paweł II. Ufam, więc nie boję się wyruszyć. Ufam, więc idę. Ufam, a świętość staje się realna, bliska, możliwa.

Nigdy nie myślałam, że wybiorę się na pielgrzymkę. Tego nie było w planach. Moich planach. Ktoś inny wpadł na pomysł, żebym znalazła się w Rzymie w niedzielę Miłosierdzia wraz z czterema papieżami i tysiąca­mi przy­byszów ze wszystkich kontynentów. Każdy przyniósł tu swoją historię, prośby, podziękowania.

Annamaria przyjechała z Bergamo – miasta Jana XXIII. Chce po prostu podziękować. Wiele razy była w Rzy­mie na spotkaniach z Janem Pawłem II. Ma w uszach ciepłe słowa: „Cari ragazzi! Droga młodzieży”, którymi Papież rozpoczynał dialog z młodymi. A potem godziny czuwania, modlitwy, zdań, które kształtowały życie. Na jednym ze spotkań Annamaria poznała męża. Razem rozważali słowa Jana Pawła o rodzinie. Tak czynią od po­nad 20 lat małżeństwa. Gdy papież Franciszek mówi o Ojcu Świętym jako patronie rodzin, Annamaria ma łzy w oczach.

Najmłodszy pielgrzym na placu ma trzy miesiące. Jego też – jak wszystkich – zaprosił tu Bóg. Wokół wrza­wa, śpiewy, okrzyki – a on spokojnie śpi wtulony w mamę. Jan Paweł II pewnie uśmiechnąłby się do niego...

Wiele jest wśród pielgrzymów osób starszych – wyróżnia się kilkuosobowa grupa ze znaczkami „Jestem z 1920 roku. Jak Karol!”. Ich trud jest nieporównanie większy. Nasuwają się obrazy z ostatnich pielgrzymek Pa­pieża, gdzie jego zmęczenie i ból były widoczne i stawały się miarą zaufania Chrystusowi. W tłumie wyróż­niają się Po­lacy. Z flagami, zdjęciami i radością.

W wigilię kanonizacji Piazza Navona jest polski. Ojciec Jan Góra, przyjaciel Papieża, zaprosił na radosne spo­tkanie przy kościele św. Agnieszki. Włosi obserwują poloneza z figurami, by po chwili dołączyć do barw­nego korowodu. Śmieją się i dopytują, czy naprawdę Jan Paweł II znał ten taniec, czy go tańczył. I już młodzi Polacy – trochę po włosku, trochę po angielsku i francusku – opowiadają o papieskich kremówkach po maturze, o Wa­dowicach, o Polsce, dalekim kraju, z którego przybył Karol Wojtyła.

W Watykanie morze głów i górująca nad nim gdzieś, w oddali kopuła Bazyliki Świętego Piotra. Niżej dwa obra­zy uśmiechniętych papieży, Jana XXIII i Jana Pawła II, spoglądających z wyrozumia­łością na tłumy wiernych tłoczących się na via della Conciliazione. Wielu z nich przepycha się, inni depczą po nogach ludzi stojących za nimi. Włosi, popychani przez Francuzów, wpadają na Polaków, starsze panie mdleją, a poma­gają im – zamiast ratowników niemogących przecisnąć się przez tłum – najbliżsi i czasami harcerze z różnych krajów.

Od około godziny 2:00 – w środku nocy – wszystko to prawie zamiera, każdy z wytęsknieniem oczekuje na 5:30. Wtedy zostanie otwarty dla pielgrzymów plac Świętego Piotra, który na razie stoi pusty i – w przeciwień­stwie do ulicy, która do niego prowadzi – cichy, jakby zastygły w oczekiwaniu na rzesze wiernych. O wyznaczo­nej godzinie zaczynają wchodzić ludzie. Do 9:00 cały teren przed bazyliką zostaje zapełniony, a tym, któ­rzy nie zdołali tu dotrzeć, pozostaje oglądanie transmisji na telebimach.

Setki tysięcy obywateli różnych państw przebyły łącznie miliony kilometrów, aby móc być tego jednego dnia w tym jednym miejscu. Nawet jeśli nie udało im się wejść na plac Świętego Piotra, to sama obecność w Wiecz­nym Mieście jest tego dnia bezcenna. Gilbert z Francji jechała z przyjaciółmi autostopem kilka dni. Nie mieli szczę­ścia. Godzinami czekali na okazję, a potem pokonywali niewielkie odległości. Dopiero we Florencji spotkali rzymianina, który podwiózł ich pod sam Watykan. Im Jan Paweł II kojarzył się zawsze z dziad­kiem – mądrym, ciepłym, do którego można zwrócić się z każdym pytaniem. Święty Dziadek. Ktoś bliski, dla kogo warto pokonać tysiące kilometrów.

Ta pielgrzymka dla wielu nie była tylko kolejną podróżą, lecz momentem, w którym można było w szczegól­ny sposób zbliżyć się do Boga za wstawiennictwem nowych świętych. Wszystkie katolickie organizacje harcer­skie przygotowują się do wyjazdu poprzez rekolekcje oraz spotkania formacyjne. Za każdym razem harcerskie uczestnictwo w uroczystościach związanych z papiestwem (Białą Służbę) poprzedzają intensywne przygotowa­nia duchowe, aby jak najgodniej przeżyć ten czas. Polscy harcerze jechali 25 godzin bez przerwy, spali w namio­tach, by potem pomagać innym uczestniczyć w kanonizacji.

Pielgrzymi ze wszystkich stron świata tłoczący się u stóp Bazyliki Świętego Piotra przynieśli ze sobą nie tylko prośby do nowych świętych. Zabrali ze sobą także uśmiechy, pieśni, wspomnienia o  papieżach. Wielobarwny tłum czekał na słowa Ojca Świętego Franciszka ogłaszającego, że mamy nowych orędowników w niebie. Obec­ność czterech papieży na Mszy kanonizacyj­nej napawała radością i wzruszeniem. „Wielka kumulacja!” – zażartow­ała Marta z Lublina.

Poczucie wspólnoty można było odczuć wszędzie. Przez całą noc oczekiwania wolontariusze z wielu krajów rozdawali wodę. Pielgrzymi dzielili się tym, co przynieśli ze sobą. Opowiadali w różnych językach albo za po­mocą gestu o sobie i przebytej drodze. Dziewczyna z Ghany w długiej tunice z podobiznami Jana XXIII i Jana Pawła II pokazywała taniec, jaki wykonano na powitanie Papieża w czasie piel­grzymki do Afryki. Sędziwy ksiądz Mirko z Czech cieszył się, gdy nad tłumem rozwinięto jego flagę. Hiszpanie grali na bębnach i śpiewali pieśni znane ze Światowych Dni Młodzieży.

Nasza wspólna była radość, jak nasz jest Kościół. Jak nasi są jego święci.

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce. OK