Alfabet Papieża Rodzin
nr 12 (126) grudzień 2017

Miłość ze swojej natury jest czymś obustronnym. Jeśli mówimy o miłości między kobietą i mężczyzną, to jest to zawsze miłość mężczyzny do kobiety i kobiety do mężczyzny – zaangażowane są dwie osoby, które mogą powiedzieć wtedy o sobie „my”. Istotną cechą miłości jest wzajemność.

Elżbieta Marek

W jak wzajemność

Jeśli wzajemność jest oparta na dobru materialnym, użytkowym, a nawet na posiadaniu dzieci, okazuje się iluzją w momencie, kiedy przychodzi choroba, brak pieniędzy lub dzieci zawodzą.

 

 

W życiu, literaturze, mediach pojawiają się opisy miłosnych dramatów, w których wielkie uczucie bywa nieodwzajemnione. Napięcie rośnie. Osoba zakochana stopniowo niszczy swoje życie, spalając się w miłosnym rozczarowaniu. Tymczasem Karol Wojtyła pisał, że nie istnieje coś takiego jak miłość jednostronna. Jeśli takie cierpienie i przykrość z powodu nieodwzajemnionej miłości przedłuża się przez wewnętrzny upór osoby „kochającej”, to jest to zniekształcenie miłości czy też raczej jej brak. Takie zafiksowanie na punkcie drugiej osoby świadczy o narcystycznym nastawieniu na siebie, a to już pachnie egoizmem.

Miłość ze swojej natury jest czymś obustronnym. Jeśli mówimy o miłości między kobietą i mężczyzną, to jest to zawsze miłość mężczyzny do kobiety i kobiety do mężczyzny – zaangażowane są dwie osoby, które mogą powiedzieć wtedy o sobie „my”. Istotną cechą miłości jest wzajemność.

Bardzo wiele zależy od tego, co wnosimy w tę wzajemną miłość, kim jesteśmy i  jakimi wartościami żyjemy. To właśnie trzeba sprawdzać przed ślubem, zanim tę miłość uzna się za własne powołanie i zacznie się budować na niej całe życie. Od tego właśnie, co wnosimy jako osoby, zależy, czy przeżywamy pokój i radość – owoce miłości – czy też ciągły niepokój i niepewność. W pierwszym przypadku, jeśli miłość wnoszona przez każdą osobę jest cnotą, czyli umiejętnością trwania w relacji, nastawieniem na drugiego, wzajemność nabiera cech stałości, pewności, rodzi się zaufanie, polega się na drugiej osobie jak na przyjacielu i… nie ma zazdrości!!!

Do miłości potrzeba nie tylko dwóch osób, ale także pomysłu na osiągnięcie realnego dobra. Podporządkowanie temu dobru pozwala budować prawdziwą wspólnotę. Jakiego rodzaju jest to dobro? Czy jest to korzyść (dobro użytkowe), np. przez wżenienie się w bogatą rodzinę? Czy przyjemność, kobieta, której urodą można się chwalić? Czy wspólny kredyt bankowy? Takie nastawienie degraduje osobę i jej miłość. Stąd wynika ciągłe rozliczanie się małżonków, podejrzliwość i zazdrość. Ileż jest małżeństw, które realizują własne niezależne cele! Żyją w ciągłym kompromisie – idą w jednym kierunku, ale w dwóch różnych celach, bo uważają, że to im się opłaca (pojadę z mężem tam, gdzie on chce, to potem on da mi to, czego ja chcę). Czy też jest to dobro godziwe, którym jest wartość osoby takiej, jaka jest realnie, budowanie wspólnoty w oparciu o najwyższe dobro – Boga i Jego Słowo, Jego wolę?

Reasumując: jeśli wzajemność jest oparta na dobru materialnym, użytkowym, a nawet na posiadaniu dzieci, okazuje się iluzją w momencie, kiedy tych wartości zabraknie (przychodzi choroba, brak dochodów, dzieci odchodzą lub zawodzą). Jeśli jest oparta na Dobru prawdziwym (Bogu i niezależnej od wszystkiego wartości drugiej osoby, bezinteresownej miłości), to buduje małżeńską wspólnotę i przynosi wszystkie owoce Ducha Świętego.

 

 

 

 

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce. OK