Alfabet Papieża Rodzin
nr 11 (89) LISTOPAD 2014

Byli po prostu szczęśliwymi małżonkami, potrafiącymi cieszyć się nawzajem sobą – i to właśnie zaowocowało świętością.

Dorota Krawczyk

Zwyczjne święte życie

21 października 2001 roku Jan Paweł II, po raz pierwszy w historii Kościoła, beatyfikował parę małżeńską. Luigi i Maria Quattrocchi. Czym zasłużyli sobie na tak wielkie wyróżnienie? Przede wszystkim tym, że – jak podkreślił sam Papież w homilii beatyfikacyjnej – wiedli zwyczajne życie małżeńskie w sposób nadzwyczajny.
Pracowali, wychowywali dzieci, spotykali się z przyjaciółmi i znajomymi, jednak na pierwszym miejscu zawsze stawiali swoją wzajemną miłość. Kiedyś Maria wyznała, że przez prawie 50 lat małżeństwa nie było dnia, żeby z niecierpliwością nie oczekiwała powrotu męża z pracy, a gdy musieli się na rozstać na dłuższy czas, codziennie pisali do siebie listy. Czwórkę swoich dzieci – dwóch synów i dwie córki – również wychowywali w sposób zwyczajny, troszcząc się o nie jak o bezcenny skarb powierzony im przez Boga. Wspólne spacery, wycieczki rowerowe, pomoc w odrabianiu lekcji, wreszcie – i na pierwszym miejscu – wspólna modlitwa – to wszystko dawało dzieciom poczucie bezpieczeństwa i kształtowało autorytet rodziców. Nie byli jednak nadopiekuńczy; w odpowiedniej chwili umieli wycofać się, by pozwolić dzieciom na dorosłe życie. Obaj synowie – Filip i Cezary – zostali kapłanami, córka Stefania wstąpiła do klasztoru benedyktynek, zaś druga córka – Enrichetta – wybrała życie konsekrowanej osoby świeckiej i pozostała przy rodzicach aż do ich śmierci.

 

Liczy się tylko miłość

Być może, Luigi i Maria nie znali jeszcze tych mądrych słów Małej Tereski, ale całym swym życiem świadczyli o ich prawdziwości. Pozornie nie dokonali w swoim życiu niczego wielkiego; nie nawracali tłumów, nie wyjeżdżali na misje do dalekich krajów. Byli po prostu szczęśliwymi małżonkami, potrafiącymi cieszyć się nawzajem sobą – i to właśnie zaowocowało świętością. Radość życia i siłę do pokonywania codziennych trudności – których jak każda rodzina mieli niemało – czerpali z codziennej Eucharystii i wspólnie odmawianego co wieczór różańca. W zmaganiach z problemami życiowymi szukali natomiast rady u światłych kierowników duchowych, dzięki czemu później potrafili służyć pomocą swoim dzieciom w wyborze życiowego powołania. Całe swoje życie małżeńskie i rodzinne opierali zatem na mocnym fundamencie wiary i miłości, dowodząc, że bliskość z Bogiem nie jest zarezerwowana wyłącznie dla osób konsekrowanych. Jan Paweł II wyniósł ich na ołtarze – jak powiedział – nie pomimo że byli małżeństwem, lecz właśnie dlatego, że nim byli, podkreślając tym samym to, co 20 lat wcześniej wyraził w adhortacji „Familiaris consortio”: że nie tylko kapłaństwo czy stan zakonny, lecz również małżeństwo może i powinno być w naszych czasach drogą do świętości.

 

"W ich życiu, podobnie jak w życiu wielu innych małżonków, którzy z zaangażowaniem codziennie wywiązują się ze swoich rodzicielskich zadań, dostrzec można sakramentalny wyraz miłości Chrystusa do Kościoła. Małżonkowie bowiem „wypełniając mocą tego sakramentu swoje zadania małżeńskie i rodzinne, przeniknięci duchem Chrystusa, który przepaja całe ich życie wiarą, nadzieją i miłością, zbliżają się (…) coraz bardziej do osiągnięcia własnej doskonałości i obopólnego uświęcenia, a tym samym do wspólnego uwielbienia Boga” (Gaudium et spes, 49).

Homilia z Mszy świętej beatyfikacyjnej

 

Do przeczytania:

  1. Homilia z Mszy świętej beatyfikacyjnej Luigiego i Marii Quattrocchich, Rzym 21.10.2001 r.
  2. „Familiaris consortio”, 49-56

 

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce. OK