Alfabet Papieża Rodzin
nr 2 (92) LUTY 2015

Papież mówi o konieczności wpatrywania się w miłość Jezusa i uczynienia jej swoją. Tyle że nie jest to możliwe z dnia na dzień – to raczej proces codziennego zmagania się ze swoimi przyzwyczajeniami, lenistwem i egoizmem.

Krzysztof Pilch

Nie opuszczę Cię...

Jan Paweł II, homilia w czasie Mszy świętej odprawionej dla rodzin w Szczecinie, 11 czerwca 1987 r.

 

„(…) małżonkowie, klęcząc przed ołtarzem w dniu ślubu, mówią: «Nie opuszczę cię aż do śmierci». Tak mówi mąż do żony i żona do męża. Tak mówią razem wobec majestatu Boga żywego. Wobec Chrystusa. Czyż słowa te nie współbrzmią głęboko z tymi: «Do końca umiłował»?

Z pewnością, drodzy bracia i siostry, zachodzi tutaj głęboka zbieżność i jednorodność. Sakrament małżeństwa wyrasta z eucharystycznego korzenia. Wyrasta z Eucharystii i do niej prowadzi. Ludzka miłość «aż do śmierci»  musi się głęboko zapatrzeć w tę miłość, jaką Chrystus do końca umiłował. Musi tę Chrystusową miłość poniekąd uczynić swoją, ażeby sprostać treściom małżeńskiej przysięgi: «Ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że cię nie opuszczę aż do śmierci». (…)

Uczy Apostoł, że miłość jest «więzią» (por. Kol 3, 14), stanowi jakby życiodajne centrum, które jednak trzeba systematycznie i wytrwale «obudowywać» całym postępowaniem. Na różne cnoty wskazuje ten apostolski tekst, od których zależy trwałość, co więcej, rozwój miłości pomiędzy małżonkami. Pisze bowiem: «Obleczcie się w serdeczne miłosierdzie, dobroć, pokorę, cichość, cierpliwość, znosząc jedni drugich i wybaczając sobie wzajemnie, jeśliby miał ktoś zarzut przeciw drugiemu: jak Pan wybaczył wam, tak i wy!» (Kol 3,12-13).

Jakież to konkretne! Apostoł ma przed oczyma życie małżeńskie swoich czasów, dwa tysiące lat temu, ale ludzie naszego stulecia mogą się w tym tak samo doskonale odnaleźć.

Małżeństwo – to wspólnota życia. To dom. To praca. To troska o dzieci. To także wspólna radość i rozrywka. Czyż Apostoł nie zaleca, abyśmy «napominali samych siebie» także «przez pieśni pełne ducha, śpiewając Bogu w naszych sercach» (por. Kol 3,16)? Jakby mówił o śpiewaniu kolęd w polskim domu. (…)

Zdaje się, że jest nieodzowna wielka praca dla kształtowania duchowości małżeństwa, moralności i życia duchowego małżonków. Sakrament zawiera w sobie wyraźne zobowiązania: wierność, miłość, uczciwość. Są to zobowiązania natury moralnej. Małżeństwo – rodzina buduje się na ich gruncie. W ten sposób staje się wspólnotą godną ludzi, prawdziwą wspólnotą życia i miłości. Arką Przymierza z Bogiem w Chrystusie. (…)

W tym ślubowaniu małżeńskim słowo Chrystusa w całym bogactwie swej zbawczej, uświęcającej treści, stało się słowem sakramentu małżeństwa. A wy jesteście tego wielkiego sakramentu szafarzami. To jest wasz «kapłański» udział w tajemnicy Chrystusa i Kościoła. To jest sakrament całego waszego życia.

Proszę więc, abyście za chwilę powtórzyli te słowa, które idą z wami przez wszystkie dni tego życia, aż do śmierci! Powtórzcie, aby odnowić w waszych sercach ich zbawczą moc. Powtórzcie, aby odnowić łaskę sakramentu, która została wam dana w dniu zaślubin – i która stale jest wam dawana, jeśli jej szukacie. Jeśli z nią współpracujecie. Powtórzcie…”.

 

„Pragnę podziękować Szczecinowi, że nas powitał taką piękną pogodą, słońcem i wiatrem od morza. (…) Od tego morza, które nazywamy naszym, od naszego morza. Ten wiatr jest też ewangelicznym znakiem Ducha, Ducha Świętego. Dla was, drodzy małżonkowie, aby przypomnieć dzień, kiedy przyklękliście na stopniach ołtarza i Kościół śpiewał: Veni Creator, Spiritus! – Przyjdź, Duchu, Stwórco! Dla was, drodzy małżonkowie”.
 

Jan Paweł II zamierzał odwiedzić Szczecin już w 1983 roku. Jednak komunistyczne władze bały się tego miasta, obawiały się rozniecenia na nowo legendy „Solidarności”. Dopiero cztery lata później pozwoliły na wizytę papieża. Wśród 700 tysięcy pielgrzymów obecnych na Jasnych Błoniach znalazło się wiele małżeństw, które przyjechały odnowić przyrzeczenia ślubne. Dodatkowym urokiem tej chwili okazał się fakt, że wzruszająca ceremonia odbywała się w cieniu ponad 200 platanów rosnących wzdłuż miejscowej alei. Jest to największe w Polsce skupisko tych pięknych drzew, kojarzonych często z zakochaniem, miłością i spacerami po parku. Na zakończenie Mszy świętej dla rodzin Jan Paweł II poprosił o odnawianie w sercach cudownej, ale jednocześnie trudnej małżeńskiej miłości.

 

Popatrz tata wrócił!

 

„Ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską” – te słowa wypowiadane przed czterema laty wydawały mi się proste. Byłem przekonany, że dotrzymywanie przysięgi na co dzień będzie naturalne i łatwe. Życie jednak bardzo szybko zweryfikowało to moje naiwne przekonanie. Nie wyobrażam sobie, bym mógł wyrządzić krzywdę żonie, nie wyobrażam sobie, bym mógł ją zdradzić, ale już przed doprowadzaniem jej do szału ubraniami zostawionymi na krześle czy notorycznym „zapominaniem” o posprzątaniu po sobie nie mam takich oporów.

Papież mówi o konieczności wpatrywania się w miłość Jezusa i uczynienia jej swoją. Tyle że nie jest to możliwe z dnia na dzień – to raczej proces codziennego zmagania się ze swoimi przyzwyczajeniami, lenistwem i egoizmem. I szczerze mówiąc, czasami się po prostu nie chce i po ludzku wydaje się niemożliwe, by dochować tej przysięgi w małych rzeczach. I prawdę mówi papież, że tych wszystkich dobrych nawyków zwanych cnotami trzeba się uczyć. A raczej trzeba je ćwiczyć. Ile razy po kąpieli syna łapałem się na tym, że mimo iż wiem, że najpierw powinienem posprzątać pokój, gdy żona karmi i usypia naszą pociechę, to jednak najpierw siadam „na chwilę” do komputera. Ile razy w trakcie tej chwili przychodziła żona, mówiąc, że ważniejsza jest dla mnie rozrywka niż dbanie o dom? I o takie codzienne rzeczy chodzi. Nie o przenoszenie gór. I czytając słowa św. Pawła, które komentuje papież, odczuwam pokusę potraktowania ich tylko jako pięknego tekstu, a nie jak konkretnych wskazówek pokazujących, w jaki sposób na co dzień dotrzymywać przysięgi małżeńskiej.

A mimo tego, że bywa bardzo trudno, wiem, że jak wracam zmęczony i zdołowany po pracy, to mogę spodziewać się zrozumienia i uśmiechu na twarzy mojej żony. Wiem, że podejdzie z naszym synkiem i powie: „Popatrz – tata wrócił” i uśmiech ich obojga sprawi, że smutek minie.

A gdy któreś z nas wychodzi z domu, to nawet gdy jesteśmy na siebie wściekli, czujemy się zranieni, nie rozstaniemy się bez znaku krzyża zrobionego na czole współmałżonka. I w końcu jest coś, co przypomina nam, ile dobrych chwil spędziliśmy razem, ile nas ze sobą łączy – zapis naszej wspólnej drogi – Kronika Rodzinna.

 

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce. OK