Alfabet Papieża Rodzin
nr 4 (82) KWIECIEŃ 2014

Najwięcej jednak było spotkań bez słów. Jan Paweł II spojrzał na książki czy czasopisma, które przysyłały siostry z Rembertowa, pobłogosławił, dotknął, uśmiechnął się.

s. Zofia Chomiuk

Czułam, że czytał w sercu

„Loretanka! Macie oryginalny strój, widziałem siostrę z połowy Bazyliki” – powiedział do mnie Ojciec Święty, gdy podchodziłam się przywitać.

 

Świętość przyciąga. Człowiek święty promieniuje światłem i pięknem samego Boga. W spotkaniach z Ojcem świętym Janem Pawłem II bardzo to promieniowanie odczuwałam, byłam wzruszona i równocześnie onieśmielona. Dotykałam dłoni z drżeniem serca, tak jakby Najświętszego Sakramentu. Nie potrafiłam w pełni przekazać Ojcu Świętemu swoich uczuć, pytań i informacji, jakie zbierałam, idąc na spotkanie. Były to rozmowy krótkie, dotyczące Zgromadzenia i spraw osobistych. Papież często pytał o sytuację. Nie mówił wiele, ale za to głęboko przenikał wzrokiem.

Ze spotkań osobistych najgłębiej zapadły mi w pamięci słowa: „O, loretanki! Szerzycie idee Soboru Watykańskiego II” i przy tym wspominał ks. bpa Bogdana Bejze, z którym współpracowałyśmy przy wydawaniu serii „W nurcie zagadnień posoborowych”. W innym czasie, gdy podchodziłam się przywitać, zauważył: „Loretanka! Macie oryginalny strój, widziałem siostrę z połowy Bazyliki”, więc przy tej okazji nie omieszkałam poinformować, że krzyżyk zaprojektował Pius XI, który był w Warszawie, gdy powstawało Zgromadzenie, i ma oznaczać pogotowie papieża. Uśmiechnął się serdecznie i dodał: „Dobrze wiedzieć”.

Na audiencji generalnej stałam kiedyś szczęśliwa, że otrzymałam bilet do pierwszego rzędu. Gdy Ojciec Święty podszedł, poprosiłam o modlitwę w pewnej intencji, powiedział wówczas: „Pomodlimy się razem, przyjdź rano do kaplicy” i pobłogosławił mi. Wielkie to było przeżycie. Czułam, że czytał w sercu.

Zdumiewała u Jana Pawła II serdeczność i fenomenalna pamięć. Zgromadzenie otworzyło placówkę wydawniczą w Pessano koło Mediolanu i siostry udały się po błogosławieństwo Ojca Świętego. Po kilku latach, gdy mnie spotkał, zapytał z zainteresowaniem: „Jak wam idzie w Pessano?”.

Najwięcej jednak było spotkań bez słów. Jan Paweł II spojrzał na książki czy czasopisma, które przysyłały siostry z Rembertowa, pobłogosławił, dotknął, uśmiechnął się. Każde spotkanie było duchowym przeżyciem, które dodawało sił, stawiało na nogi. Serce wypełniało pragnienie, podobnie jak w Dziejach Apostolskich, „aby choć cień przechodzącego Piotra padł” i umocnił w wierze, w powołaniu, w podejmowanych zadaniach.

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce. OK