Biblia
nr 2 (80) LUTY2014

Niestety, trzeba przyznać rację Romanowi Brandsta­etterowi, który podkreślał, że liczba sprzedanych egzemplarzy Biblii nie jest równa liczbie czytelników.

ks. dr hab. Roman Bogusław Sieroń

Bierz i czytaj!

 

W ilu domach Pismo Święte jest najważniejszą Księgą – ze śladami użycia, zupełnie zaczytaną, popodkreślaną, znaną na pamięć, żywą Księgą naszej wiary?

 

Jeszcze w stanie wojennym w Polsce przeszkodą w czytaniu Pisma Świętego był po prostu jego brak. Trafiały się emi­gracyjne wydania Nowego Testamentu, ale ze Starym Przymierzem był już poważny problem. Dziś jest pełny wybór: formatów, przekładów, wersji. Biblia dla dzieci, popularna Tysiąclatka, najnowsza Paulistów. Tej obfitości zazdroszczą nam choćby katolicy na Ukrainie. Ale czy dziś Biblia jest czytana, medytowana, czy staje się drogowskazem, instrukcją dobrego życia dla zwykłych ludzi?

Biblia była pierwszą księgą wydrukowaną w Europie, została przełożona na prawie wszystkie języki świata, powielona w miliardach kopii, rozprowadzona do tyluż potencjalnych czytelników i wciąż pozostaje terra incognita – Księgą nieznaną, zamkniętą na symboliczne „siedem pieczęci” (Ap 5, 1). Niestety, trzeba przyznać rację Romanowi Brandsta­etterowi, który podkreślał, że liczba sprzedanych egzemplarzy Biblii nie jest równa liczbie czytelników.

 

Którą mieć w domu?

Jeszcze dziś może sięzdarzyć , że całej Biblii – Starego i Nowego Testamentu – po prostu nie ma w naszym domu. Do­piero wtedy, gdy będzie dostępna o każdej porze dnia i nocy, możemy usłyszeć słowa, które wstrząsnęły najsłynniej­szym konwertytą, św. Augustynem: „Tolle, lege” – bierz i czytaj! Najprostszą medytacją biblijną może być odczytanie jednego ze 150 psalmów (naprawdę modlitwa biblijna na każdą okazję) w różnych polskich tłumaczeniach. Najczęściej w naszych mieszkaniach jest Biblia Tysiąclecia, wydana prawie pół wieku temu z okazji Millennium chrztu Polski. To dobry, choć bardzo zwięzły – prawie bez komentarzy – przekład. O wiele głębiej w świat Biblii wprowadzi nas najnow­szy przekład w języku polskim, czyli tzw. Biblia Paulistów, wydana z inicjatywy Towarzystwa Świętego Pawła. Ge­niusz językowy „polskiego św. Hieronima”, jezuity ks. Jakuba Wujka, możemy podziwiać, sięgając do Biblii Wujka XVI-wiecznego, pierwszego polskiego przekładu, który ocalił polszczyznę aż do XX wieku. Tym zaś, którzy chcą na stałe „zamieszkać” w świecie Pisma Świętego, można polecić tekst z komentarzem egzegetyczno-teologicznym zna­nych biblistów, a więc na przykład Biblię wydawaną przez Katolicki Uniwersytet Lubelski.

 

Biblia tłumaczy się sama

Nawet wytrwały i systematyczny czytelnik Biblii może napotkać na trudności przy jej lekturze. Słowa Pisma Świętego – można powiedzieć – są „martwe”, gdy są niezrozumiałe, dobrze znane, a więc nieciekawe oraz nieskuteczne. W Biblii zawsze można natrafić na niezrozumiałe zdania. Nie powinno nas to jednak zniechęcać. Oprócz trudnych fragmentów mamy przecież wiele zrozumiałych, którymi warto się zająć: modlić się nimi, medytować, wcielać w życie, dzielić z in­nymi. Jest pewne, że nigdy nie wyczerpiemy sensu Słowa Bożego. Można spokojnie opuścić niezrozumiały fragment i czytać fragmenty bardziej zrozumiałe. Czy to znaczy jednak, że sposobem rozumienia trudnych wersetów Biblii jest ich opuszczanie? Nie, to byłoby zbyt łatwe rozwiązanie. Opuszczanie jest zawsze tymczasowe. Jedna z podstawowych za­sad interpretacji Pisma Świętego mówi, że Biblia tłumaczy się sama, czyli że Pismo Święte najlepiej objaśniać za po­mocą tegoż Pisma. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że dalsza lektura w końcu rzuci trochę światła na opuszczony fragment.

 

Moja historia zbawienia

Stali czytelnicy Słowa Bożego raz po raz napotykają na dobrze znane fragmenty, które wywołują w nich obojętność i zniechęcenie. Słowo Boże nie jest podobne do słowa ludzkiego. Dobrą powieść można uważnie przeczytać dwa lub trzy razy, lecz ciągłe czytanie – poza wyjątkowymi sytuacjami – mija się z celem. Inaczej jest ze słowem Boga, które czytamy nie tyle w celu zaspokojenia ciekawości czy zaznajomienia się z określonymi informacjami, ale w celu zdoby­cia duchowego pokarmu. Słowa Boga są żywe, natchnione, mają moc zbawczą. Czytając je, wchodzimy w kontakt z ich boskim Autorem, który pragnie nawiązać z nami żywy kontakt. Kiedy pojawia się dobrze znane wrażenie, że odczytany fragment jest znany i niczym nie może nas zaskoczyć, należy popracować nad intencją czytania Biblii – w różnym cza­sie i okolicznościach naszego życia.

A co z nieskutecznością czytania Słowa Bożego? Czytamy Biblię, aby znaleźć mocny punkt oparcia w życiu. Dlacze­go jednak doświadczamy „nieobecności” Boga w Jego słowie? To nasze doświadczenie jest subiektywne, gdyż jak po­twierdza autorytatywnie sam tekst natchniony: „Żywe bowiem jest słowo Boże, skuteczne i ostrzejsze niż wszelki miecz obosieczny (…), zdolne osądzić pragnienia i myśli serca” (Hbr 4, 12; por. Iz 55, 10-11). Czy podczas czytania ożywia nas pragnienie posłuszeństwa Słowu Bożemu i wiara, że czytane słowo jest skierowane do nas? Czy czytamy słowo z sercem otwartym na słowo?

Istnieje piękny zwyczaj, aby w osobistej czy rodzinnej Biblii zapisywać najważniejsze wydarzenia naszego życia: daty narodzin, chrztu, ślubu, odejścia do Domu Ojca. Jak wielu z nas ma tam zapisane choćby osobiste spotkania z bł. Janem Pawłem II. Taka Biblia, czytana i medytowana, staje się naprawdę naszym Pismem Świętym, naszą oso­bistą historią zbawienia.

 

W Internecie na stronie www.biblijni.pl można znaleźć całe Pismo Święte w wersji do słuchania.

Czytania na każdy dzień są na stronie www.paulus.org.pl/czytania.html

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce. OK