Uświęcający temperament
Z natury jestem cholerykiem. Nie mam zbyt dużo cierpliwości, szybko się denerwuję i łatwo wybucham. Czasem nie kontroluję tego, co mówię w nerwach, lecz gdy tylko wyrzucę z siebie złość, potrafię całkowicie się uspokoić i zapomnieć o sprawie.
Nad czym się tu zastanawiać?!
Kiedy mam w głowie jakiś pomysł lub przemyślenie, muszę natychmiast powiedzieć o tym mężowi. Nieważne, w jakiej jest sytuacji: czy akurat ma kłaść córkę do spania, czy jest w pracy na ważnym spotkaniu. Czuję, że muszę podzielić się myślą, i oczekuję, że on od razu się do niej odniesie. Chcę, żebyśmy podejmowali decyzje natychmiast.
Tak się jednak składa, że mój mąż jest flegmatykiem, więc jego standardowa odpowiedź brzmi zazwyczaj: „Czy musimy teraz o tym rozmawiać?” albo: „Nie wiem, musiałbym się zastanowić”. To doprowadza mnie do pasji, no bo nad czym się tu zastanawiać?! Omówmy szybko wszystkie za i przeciw – i po problemie! Kiedy wielkodusznie odpuszczam i czekam, licząc, że odpowie, jak tylko skończy swoje zajęcia, on o wszystkim zapomina…
Staję się lepszą osobą
Jakoś tak się dzieje, że różnice, które na początku znajomości nas do siebie przyciągają, po ślubie mogą stać się dla nas największą trudnością i przyczyną wielu nieporozumień oraz kłótni. Z jednej strony szukam spokoju i poukładania, których mi brakuje, z drugiej – w dyskusji oczekuję szybkiej reakcji. Gdy jej nie dostaję, zaczynam naciskać. A im bardziej naciskam, tym mąż jeszcze bardziej się wycofuje. Kiedy w końcu dotarło do mnie, że to kwestia usposobienia, a nie złej woli, zaczęłam uczyć się tak zachowywać, by było łatwiej nam się porozumieć. Myślę, że odmienne temperamenty to jedna z dróg uświęcania się w małżeństwie. Bo kiedy widzę, w jakim tempie mąż ubiera dzieci na spacer, i myślę, że przez ten czas już dawno obeszłabym z nimi całe osiedle i zrobiła zakupy na tydzień, a staram się z całych sił, żeby go nie poganiać, czy nie staję się lepszą osobą? A mój mąż, czyż nie wędruje ku niebu, gryząc się w język, gdy założona przeze mnie w pośpiechu czapka zatrważająco odsłania córce lewe ucho, narażając na szwank jej zdrowie? Lub kiedy kocyk, którym ją przykryłam, zwisa niedbale z jednej strony wózka, a z drugiej nie?
To niczyja wina
Staram się pamiętać, że temperament nie jest ani dobry, ani zły. Po prostu go mamy. Nie mogę więc obwiniać męża czy dzieci, że reagują w różnych sytuacjach inaczej niż ja. Co prawda ta wiedza nie sprawi, że od razu zyskam więcej cierpliwości, ale przynajmniej pomoże mi lepiej dopasować reakcję. Wiedząc choćby, że przyśpieszanie i naciskanie flegmatyka spowalniają go i zamykają, będę starała się odnosić do niego w inny sposób. W drugą stronę również – gdy mąż wie, że często mówię rzeczy bez zastanowienia, będzie dawał mi szansę sprostować to, co naprawdę miałam na myśli. Wszystko to jednak będzie wymagało naszej pracy. Może zatem potraktujmy nasze temperamenty nie jako przeszkodę, ale jako szansę na rozwój naszej miłości i nas samych.
Małgorzata Remiszewska