Polska rakieta
Mówiła o sobie, że urodziła się na korcie, co u słuchaczy wywoływało pobłażliwy uśmiech. Ale nie była to tylko metafora poetycka! Jadwiga Jędrzejowska przyszła na świat 15 października 1912 r. w Krakowie przy ul. Parkowej 3, tuż obok kortów tenisowych krakowskiego Akademickiego Związku Sportowego. Od najmłodszych lat słyszała dźwięk odbijanych piłek. Jak przyznała po latach – był to dla niej „zew kortu”.
Wykluczona, ale nieugięta!
Jadwiga pochodziła z biednej rodziny robotniczej. Miała troje rodzeństwa. Ojciec pracował w krakowskich zakładach oczyszczania miasta. Widząc, że rodzice ledwo wiążą koniec z końcem, maleńka Jadzia postanowiła pomóc. Zaproponowała, że dorobi parę groszy, podając piłki w klubie tenisowym. Mama się zgodziła.
Gdy dziewczynka miała 10 lat, ojciec wystrugał jej z drewna pierwszą rakietkę tenisową. „Kiedy kładłam się spać, układałam ją pod poduszką, tak jak inne dziewczynki ukochaną lalkę” – wspominała po latach ten drogi dla serca prezent. By rozgrywać pierwsze turnieje, Jadwiga namówiła chłopców z sąsiedztwa, aby wystrugali sobie podobne rakietki. Jednak wkrótce zawstydziła ich swoją formą i w końcu usłyszała: „My już z tobą nie chcemy grywać (…). Ty jesteś dla nas za silna. Idź sobie z powrotem na kort”. I tak zrobiła. Wstąpiła do sekcji tenisowej AZS Kraków. 13-letniej Jadwigi, która miała pochodzenie robotnicze, nie traktowano jednak poważnie. Tenis uchodził za grę dla wyższych sfer. Rywalki nie chciały z nią grać, dlatego Jadzia zaczęła trenować z mężczyznami, głównie studentami i profesorami Uniwersytetu Jagiellońskiego. Treningi ze starszymi i silniejszymi od siebie bardzo wzmocniły jej formę i tym właśnie tłumaczyła swoje firmowe uderzenie – silny forhend.
Pierwsze szlify
Przyszedł czas na pierwsze poważne zwycięstwo. Jadzia wygrała w meczu międzymiastowym Kraków – Katowice i postanowiła, że powalczy o mistrzostwo Polski. Marzenie szybko się spełniło. W 1927 r. zdobyła mistrzostwo w grze podwójnej kobiet. Rok później wróciła do Katowic, aby ponownie walczyć o mistrzostwo kraju. Wraz ze Stanisławą Groblewską odniosły spektakularny sukces, pokonując rywalki Wierę Richterównę i Wandę Dubieńską, największe gwiazdy ówczesnego tenisa. Emocje sięgały zenitu. „Przegląd Sportowy” pisał: „Jadwiga Jędrzejowska stała się rewelacją tegorocznych mistrzostw. Takich drajwów chyba nikt w Polsce nie ma. A zaciętość, a talent! Dziewczyna zupełnie instynktownie wyczuwa każdą piłkę i plasuje instynktownie, wszystko to u niej wrodzone”. W 1929 r. Jadwiga po raz pierwszy reprezentowała Polskę w Budapeszcie. Później, już jako mistrzyni Polski w grze pojedynczej, pierwszy raz w życiu podróżowała samolotem na zawody w Helsinkach.
Wielki świat
Wreszcie w 1931 r., zaraz po maturze, pojechała na zawody do Paryża. Wystąpiła jako ceniona zawodniczka krajowa, ale postać zupełnie nieznana w światowym tenisie. Na słynnym korcie im. Rolanda Garrosa zmierzyła się z Elizabeth Ryan. Chociaż przegrała, wzbudziła zainteresowanie prasy, lecz jej nazwisko sprawiało spory problem zachodnim dziennikarzom. Nazywano ją więc fonetycznie „Żaża” w środowisku francuskojęzycznym lub „Dżed” w krajach anglosaskich.
Rok później Jadwiga po raz pierwszy ruszyła do Anglii, aby rozegrać turniej na trawiastych kortach Wimbledonu. Niestety, odpadła już w pierwszej rundzie. Czy się poddała? Oczywiście, że nie. W 1933 r. dotarła do trzeciej rundy, w 1934 – do czwartej, w 1935 – do ćwierćfinału, a w 1936 – do półfinału. Żelazna konsekwencja doprowadziła ją w 1937 r. do finału. „Był to najlepszy finał, jaki widziałem” – relacjonował dziennikarz „Sunday Express”. Poziom gry był tak wyrównany, że do ostatniej chwili nie było wiadomo, kto zwycięży. Ostatecznie jednak Jadwiga przegrała z Brytyjką, Dorothy Round. Po porażce długo płakała w szatni, ale to jej nie złamało.
Tajemniczy „Mister G.”
W 1937 r. Jadzia ruszyła za Wielką Wodę, gdzie zagrała w finale US Open. Słysząc nietrafne komentarze jednego z kibiców, wdała się w burzliwą wymianę zdań. Tym niefrasobliwym kibicem był jej filmowy idol Charlie Chaplin. Na szczęście szybko doszli do porozumienia, a sprzeczka przerodziła się w przyjaźń: korespondowali do końca życia. Choć Jadwiga obracała się wśród sław, zachowała niezwykłą skromność. Nie żałowała czasu, aby w ramach koleżeńskiej przysługi trenować z juniorami i udzielać im lekcji.
Zimą wyjeżdżała na Riwierę Francuską, która ze względu na łagodny klimat i dobre warunki do trenowania na świeżym powietrzu gromadziła miłośników tenisa z całej Europy, zarówno zawodowców, jak i amatorów. Tam grywał z nią pewien elegancki starszy pan, który nie lubił robić wokół siebie zamieszania. Nazywano go „Mister G.”. Był to Gustaw V, król Szwecji we własnej osobie. Po latach Jadwiga przyznała, że kurtuazyjnie dawała starszemu panu fory.
Wojenna zawierucha
W 1939 r. Jadwiga zdążyła jeszcze zagrać w finale French Open na korcie Rolanda Garrosa, ale przegrała z Simonne Mathieu. Była rywalka okazała się jednak wspaniałą partnerką w deblu: razem wywalczyły mistrzostwo świata w 1939 r. II wojna światowa przerwała jednak karierę Jadwigi. Jędrzejowskiej proponowano ucieczkę z Polski. „Mister G.”, z którym grywała na Riwierze Francuskiej, już oficjalnie jako król zapraszał ją do Szwecji. Pomoc oferowali też Amerykanie. Niemcy proponowali kontynuowanie kariery w Rzeszy. Jadwiga jednak uparcie chciała pozostać w Polsce i wspierać działalność konspiracyjną.
Po wojnie wyszła za mąż za inżyniera Alfreda Galerta. Pracowała jako trenerka, ale kontynuowała karierę. We wrześniu 1950 r. zwyciężyła w międzynarodowych mistrzostwach Rumunii, pokonując Irminę Popławską. Pięć lat później ukazały się jej wspomnienia „Urodziłam się na korcie”. Zmarła na raka krtani w Katowicach 28 lutego 1980 r. Została pochowana na cmentarzu Rakowickim w Krakowie.
Krzysztof Reszka
Krzysztof Jan Reszka