Świadectwo
nr 12 (198) grudzień 2023

Był to na tyle trudny czas w naszym życiu, że jako dorośli potrzebowaliśmy Bożego przytulenia, bo bez Jego obecności nie bylibyśmy w stanie stawić czoła tej sytuacji - mówi Tomasz Stephan.

Anna i Tomasz Stephanowie

Boże przytulenie

To było oczekiwanie na narodziny kolejnego dziecka. By ratować życie córeczki, lekarze zdecydowali się na cesarskie cięcie dwa tygodnie przed terminem porodu. Klary nie udało się uratować. „Bez obecności Boga nie bylibyśmy w stanie stawić czoła tej sytuacji” – mówi Tomasz, mąż Ani.

 

Wesele jak w Kanie

Tomasz: Pan Bóg był obecny w naszym życiu od wczesnych lat młodości. Należeliśmy do oazy. Cotygodniowe spotkania w ciągu roku szkolnego, 15-dniowe rekolekcje w wakacje… To sprawiło, że różne sytuacje naszego życia nauczyliśmy się odczytywać w świetle woli Bożej.

Anna: W naszym małżeństwie były momenty wielkiej radości, ale też wielkiego smutku. Pobraliśmy się po siedmiu latach znajomości. Długo czekaliśmy na ten dzień, pełen radości, bogaty w obecność osób, które są nam bliskie i życzliwe. Ślubując sobie, powiedzieliśmy „tak” również Bogu. Zaprosiliśmy Go do naszej relacji nie tylko na ślub i wesele – jak do Kany Galilejskiej – ale i do tego, co potem.

Tomasz: Kiedy wchodziliśmy do kościoła, na niebie pojawiła się piękna pełna tęcza. Wiele osób się nią zachwycało. Dla nas był to znak, że Bóg jest w przyjaźni z nami, a my chcielibyśmy tej przyjaźni dotrzymać kroku, nie zawieść.

 

Bez modlitwy ani rusz

Anna: Początki naszego wspólnego mieszkania po ślubie to też pierwsze, nieporadne kroki we wspólnej modlitwie małżeńskiej. Każdy z nas miał na nią swój czas, swój sposób i inną więź z Bogiem, a mieliśmy jeden pokój… Teraz razem praktykujemy modlitwę wieczorną. Uczymy dzieci wchodzenia w dziękczynienie, zauważanie tego, co dobre w naszym życiu. Nie udaje nam się każdego wieczora, ale staramy się tego nie zaniedbywać. Dostrzegamy owoce nawet tych kilku czy kilkunastu minut wspólnego, rodzinnego spotkania z naszym Bogiem.

Tomasz: Dużo dobra daje nam też wspólna niedzielna Msza Święta. Mnie w codzienności bardzo pomaga zawierzenie całego dnia, rodziny i pracowników Chrystusowi. Wtedy wszystkie niepowodzenia staram się rozpatrywać pod kątem tego, co Pan Bóg chciał mi przez to powiedzieć, czego nauczyć. Czy to było coś, czego pragnął, abym doświadczył, czy może konsekwencja jakiegoś zaniedbania i trzeba nad czymś popracować?

Anna: Bardzo lubię rozpoczynać dzień od znaku krzyża. Czasem tylko tyle mogę zrobić. Rano choć na chwilę staram się zajrzeć do czytań z dnia, by móc myślami wracać do tych fragmentów i rozpoznawać, jak Pan Bóg to słowo wprowadza w moje zwykłe codzienne czynności. Swój wieczór w relacji z Bogiem zwykle kończę modlitwą różańcową. Przez ręce Matki Bożej opowiadam Bogu o każdym dziecku oddzielnie i odmawiam za nie dziesiątek. Piąty dziesiątek odmawiam za mojego męża, za nasze małżeństwo.

 

Głód łaski uświęcającej

Tomasz: Kiedy słabnie mój entuzjazm, gdy wzbiera we mnie gniew, kiedy zdarza mi się podnosić głos na innych i szybko irytować się niepowodzeniami, moja żona pyta: „Jesteś głodny czy dawno nie byłeś u spowiedzi?”. Może to duże uproszczenie, ale naprawdę są to dwie najczęstsze przyczyny mojej drażliwości. W odróżnieniu od głodu fizycznego ten duchowy głód łaski uświęcającej, łączności z niebem czasem trudniej dostrzec mnie samemu, lecz Ania w swojej wrażliwości jest pomocą. To znak, by umówić się na spowiedź z moim stałym spowiednikiem. Odczytuję to jako dużą wartość, bo kapłan, który mnie prowadzi, zna moją historię i pomaga mi rozwijać się coraz bardziej.

Ania: Spowiedź to moment przemiany – jak wody w wino, przemiany, która służy nie tylko mnie, ale także małżeństwu i rodzinie. Staram się planować ją w kalendarzu, bo nieplanowanie znacznie opóźnia termin wykonania, a to nie jest dobre dla nas.

 

Nasza córka Klara

Tomasz: W kwietniu ubiegłego roku nasza rodzina przeszła bardzo szczególny czas „rekolekcji”. Spodziewaliśmy się narodzin naszego piątego dziecka. Poród nastąpił przez cesarskie cięcie dwa tygodnie przed terminem, by ratować życie córki. Klara urodziła się chora, miała wady genetyczne, była niedotleniona, stan oceniono jako krytyczny. 

Anna: Kiedy stanęłam w tej trudnej sytuacji, zadawałam sobie pytania: „Dlaczego my? Co zaniedbałam? Dlaczego Pan Bóg do tego dopuścił?”. Były we mnie złość, żal, rozczarowanie, ale też uczucie, że zawiodłam samą siebie i innych. Wtedy właśnie mój mąż pokazał, na czym polega prawdziwa wiara. Mówił: „Pamiętasz? W dniu ślubu powiedzieliśmy Bogu «tak». Pozwoliliśmy, by Bóg był w naszym małżeństwie. W radościach i smutkach. On jest z nami. Nie pomylił się co do żadnego wydarzenia w naszym życiu”. Chyba w tamtym czasie wierzyłam jego wiarą. 

Tomasz: Był to na tyle trudny czas w naszym życiu, że jako dorośli potrzebowaliśmy Bożego przytulenia, bo bez Jego obecności nie bylibyśmy w stanie stawić czoła tej sytuacji. I to przytulenie czuliśmy. Czuliśmy też, prawie fizycznie, ogromne wsparcie w modlitwie bliskich nam osób. Ba! Nawet tych niewierzących – jeden z moich znajomych napisał mi: „Jak nigdy w życiu się nie modliłem, to teraz był pierwszy raz”.

 

16 lat, 16 dni

Anna: Pogrzeb Klary, która była z nami 16 dni (dokładnie tyle, ile lat przeżyliśmy wspólnie w małżeństwie do roku jej urodzenia), przyniósł nam ogromny pokój, taki, o jakiego istnieniu tylko czytałam. On trwa do dziś. W naszym życiu jest radość w bólu. To wydarzenie niewątpliwie umocniło naszą relację, pokazało, że możemy na siebie liczyć, umocniło też zawierzenie Bogu, że On zawsze był, jest i będzie z nami.

Tomasz: Przez ostatnie miesiące Pan Bóg dawał nam wiele dowodów swojej miłości. Myślę, że okazuje nam ją nieustannie. Paradoksalnie tylko w takich trudnych chwilach łatwiej mi ją dostrzec, gdy nie skupiam się na sobie, nie zamartwiam się sam, ale w modlitwie oddaję trudy. Ktoś pytał nas, dlaczego nie modlimy się o cud zdrowia dla Klary. A we mnie było przekonanie, że mamy się modlić o wypełnienie Jego woli – bo On wie najlepiej, czego nam potrzeba. Jeśli będzie to cud zdrowia i życia Klary na ziemi, to On to uczyni, ale jeśli zechce ją wziąć do siebie, prościutko do nieba, to przecież największe dobro dla niej. On wie, co dla nas, naszej rodziny czy dzieci jest najlepsze, i w naszej relacji z Nim mam się uczyć tę wolę odkrywać i przyjmować.

Anna: To, co trudne, bolesne, Pan Bóg przemienia – jak w Kanie z wody tworzy wino – lepsze porozumienie, łagodność. Potrzeba jednak mojej współpracy z Bogiem, zgody na to, by w naszym małżeństwie przemieniał to, co słabe, w mocne Jego mocą. To jak dobre wino, nagroda za trud.            

 

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce. OK