Rozwój duchowy małżonków
nr 7-8 (181-182) lipiec-sierpień 2022

Czas przygotowania do małżeństwa… Można go zmienić w karnawał, huśtawkę emocji, które niczego nie rozjaśniają, ale można też uczynić zeń czas wspólnego namysłu i rozeznawania, czy to, co ich łączy, rokuje nadzieję na pomyślny rozwój ku dojrzałej, trwałej miłości – takiej, która wszystko zwycięża.

 

Beata i Tomasz Strużanowscy

Zanim wybierzesz

„Ja do ostatniej chwili wytrwale prosiłam Boga, żeby jeden z nas, czy wuj, czy ja, mógł sobie szczęśliwie kark skręcić, ale widząc, że to wszystko na próżno i że rzecz nieodzowna, klęcząc przed ołtarzem mocno się skupiłam i silnie się czułam przyparta, ażeby zrobić ślub następujący: Mój Boże, kiedy w rzeczy dla mnie najważniejszej zaniechałam własnej woli, własnego szczęścia, własnego zadowolenia, obiecuję Ci, że ich nigdy w niczym szukać nie będę”.

 

Tak Jadwiga Działyńska pisała o przeżyciach związanych z poślubieniem swojego wujka, starszego o 28 lat Władysława Zamoyskiego. 49-letni „pan młody” i 21-letnia dziewczyna, najwyraźniej zmuszona do ślubu… Jak widać, niełatwy bywał los arystokratycznych panien na wydaniu, traktowanych jako matrymonialna karta przetargowa. Przykładając dzisiejszą miarę, trzeba sobie powiedzieć jasno: taki ślub byłby po prostu nieważny i dobrze, że tego typu mariaże w zasadzie należą już do zamierzchłej przeszłości. Czy to jednak oznacza, że dziś jest pod tym względem lepiej? Niekoniecznie i nie zawsze.

 

Nikogo nie pytają

Czasem trudno nie odnieść wrażenia, że w kwestii decyzji o zawarciu małżeństwa wahadło wychyliło się w drugą stronę. O ile dawniej ogromną rolę odgrywała chłodna kalkulacja rodziców, którym nie sposób było się sprzeciwić, o tyle dziś młodzi decydują sami, bez pytania kogokolwiek o radę, a przy wyborze drugiej połówki często kierują się wyłącznie emocjami. Spotykają się i na swój widok nagle stają jak rażeni piorunem. Ona taka śliczna, zgrabna, zjawiskowa, on taki męski, silny, przystojny, szarmancki. „Motylki w brzuchu”, randkowy karnawał wspólnych wyjść do kina, kawiarni, piwiarni, pizzerii, dyskoteki. Dużo w tym przyjemności, fiesty, natomiast mało okazji, aby się poznać, aby przekonać się, co tak naprawdę kryje się w głowie i sercu tego lub tej, bez którego (której) rzekomo „nie potrafię już żyć”. A jeżeli dochodzi do pogłębienia relacji, do lepszego poznania, to tylko w wymiarze seksualnym, co jeszcze bardziej zaciemnia sprawę, a nie rozjaśnia.

 

Bez sprawdzenia

Po pewnym czasie zapada decyzja o ślubie, bo „przecież tak się kochają”… Czy na pewno? A czy sprawdzili, jak razem odnajdują się w chwilach trudnych, kiedy wychodzą na jaw różnice charakteru, odmienne tradycje rodzinne, inne przyzwyczajenia, nawyki? Czy na pewno istnieje żelazny zestaw wartości i spraw, które są dla nich wspólne, niepodważalne? Czy porozmawiali kiedykolwiek o tym, jak będą rozwiązywali między sobą spory, jak będą radzili sobie pod jednym dachem z napadami złego humoru, jak będą zarabiali i wydawali pieniądze, czy są gotowi „opuścić ojca i matkę” i połączyć się ściśle ze sobą również w wymiarze psychicznym? Czy i ile chcą mieć dzieci, jak będą je wychowywać, jak będą spędzać urlopy, jakie miejsce w ich życiu zajmuje Bóg? Czy przeprowadzili wspólny remanent nazywający po imieniu ich wady i zalety?

 

Jakby inaczej

A potem okazuje się, że po bajkowym ślubie i hucznym weselu pod jednym dachem zamieszkuje para obcych sobie ludzi. Teraz dopiero, w warunkach 24 x 7 x 365, poznają się dogłębnie. W wielu przypadkach lepiej lub gorzej przechodzą tę próbę, dotrzymując obietnicy, że pozostaną razem „w zdrowiu i w chorobie, w dobrej i złej doli, aż do końca życia”. Ale nie zawsze… Jakże często rozczarowują się i dezerterują, bo okazuje się, że ten czaruś z weekendowych randek to egoista niepotrafiący zrezygnować z kawalerskich przyzwyczajeń, a ta zachwycająca piękność bez makijażu wygląda… hm, jakby inaczej. Śmieci nie ma kto wynieść, brudnych skarpetek pozbierać z podłogi, wyjść z dzieckiem na spacer, zrobić zakupów, ugotować, naprawić, herbaty zrobić…

Czas przygotowania do małżeństwa… Można go zmienić w karnawał, huśtawkę emocji, które niczego nie rozjaśniają, ale można też uczynić zeń czas wspólnego namysłu i rozeznawania, czy to, co ich łączy, rokuje nadzieję na pomyślny rozwój ku dojrzałej, trwałej miłości – takiej, która wszystko zwycięża.

 

PS Jadwiga Zamoyska, de domo Działyńska, przeżyła męża o 55 lat, urodziwszy dwóch synów i dwie córki. Po jego śmierci oddała się działalności społecznej. Założyła szkołę dla kobiet przygotowującą je do roli żony, matek i obywatelek. Program nauczania obejmował wychowanie religijne, zajęcia praktyczne z szycia, haftu i gotowania oraz zajęcia z rysunków, literatury, geografii, historii Polski, a także naukę śpiewu. W 2012 r. rozpoczęto oficjalny proces beatyfikacyjny Jadwigi Zamoyskiej.

 

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce. OK