Reportaż
nr 3 (141) marzec 2019

„Chcemy zmienić trochę wizję kościółkowego małżeństwa, które często – nie wiedzieć czemu – kojarzy się z nudą i z cierpiętnictwem” – zauważa Maciej. 

Marianna Ruks

Samotność zaprowadziła mnie do... Maćka

Jest takie miejsce w sercu zarezerwowane tylko dla Niego i czasem nam się wydaje, że jak poznam męża, poznam żonę, to będę szczęśliwy. Otóż nie.

 

 

Iwona długo była sama. Jej życie z zewnątrz wyglądało świetnie – dobre wyniki na studiach, praca, grono fajnych znajomych. Wewnątrz nie było już tak kolorowo – pustka, samotność i tęsknota za czymś więcej. Za kimś.

 

Zmień coś w moim życiu!

Iwona szukała. Intensywnie. Zakochiwała się w niewłaściwych mężczyznach. Emocjonalnie poobijana i rozżalona, pewnego dnia patrząc przez okno na wieżę kościoła, wykrzyczała Bogu: „Jeśli jesteś, zmień coś w moim życiu!”. Odpowiedź przyszła bardzo szybko. Iwona wstąpiła do jednej ze wspólnot kościelnych. Tam odkryła nowe, nieznane jej dotąd oblicze Boga. „Zakochałam się w Nim po uszy!” – wyznaje. Znajomi zauważyli, że Iwona promienieje. Byli przekonani, że wreszcie znalazła prawdziwą miłość. I mieli rację, bo gorące uczucie do Boga wywróciło jej życie i myślenie do góry nogami.

Ten czas zaprowadził ją do trzeciego etapu samotności, w którym była gotowa wejść w poważną relację. Długo modliła się o dobrego męża. Słyszała też wiele świadectw w swojej wspólnocie i to dawało jej nadzieję, że w końcu spotka odpowiedniego człowieka.

 

Przegadaliśmy całą noc

Była sylwestrowa noc. Iwona wraz ze znajomymi poszła na Mszę Świętą kończącą rok. Poznała tam Maćka, który pojawił się w kościele po raz pierwszy od ponad dziesięciu lat. Ale nie o takiego męża się modliła. Chciała kogoś, kto będzie zaangażowany w życie religijne tak jak ona. Bóg miał jednak swój plan. Po Mszy, na imprezie u znajomego przegadali całą noc. Nie ominęli tematu wiary, bo Maciek był pozytywnie zaskoczony tym, ilu młodych ludzi spotkał w kościele. Wtedy jeszcze Iwona nie wiązała z nowo poznanym kolegą żadnych planów. „Fajnie się gadało, i tyle” – wspomina. On jednak bardzo chciał poznać ją bliżej. Było go pełno w jej życiu. Iwona pytała Boga, co ma robić. Mówiła Mu: „Jeśli widzisz nas razem, to wzbudzaj w nim wiarę i przyprowadź do siebie, bo inaczej ja w to nie wchodzę”. I tym razem też nie czekała długo na odpowiedź.

 

Boże, czy to już?

Maciej wstąpił do takiej samej wspólnoty jak ona, tylko w swojej parafii. Przeżywał wiarę na nowo. „Widziałam, że zaczyna dotykać czegoś, czego nigdy wcześniej nie doświadczył” – opowiada Iwona. Niezależnie od siebie modlili się o dobrego współmałżonka nowenną do św. Rafała Archanioła. Wkrótce byli już parą. Maciej po pewnym czasie chciał zaręczyn. Postanowili zapytać Boga, co o tym sądzi. Zadali konkretne pytanie i otworzyli Pismo Święte. Ich oczom ukazał się fragment z Księgi Tobiasza o tym, że Tobiasz ma pojąć Sarę za żonę. Wątpliwości Maćka i Iwony się rozwiały. Św. Rafał ponownie pojawił się w ich historii, a Bóg po raz kolejny dał szybką odpowiedź. Kilka miesięcy później byli już narzeczeństwem.

 

Dopadł nas kryzys

Zaczęli bardzo intensywnie przygotowywać się do małżeństwa. Dużo czytali na ten temat. Uczestniczyli w kursach dla narzeczonych, modlili się. „Ale nie było tak sielankowo. Kryzysy i kłótnie nas nie ominęły. Maciej potrafił przyjść do mnie o drugiej-trzeciej w nocy tylko po to, aby się pojednać” – wspomina Iwona. Jak mówi, to wszystko uczyło ich, że Bóg na serio pomaga i jeśli na Nim będą budować narzeczeństwo, tym lepiej dla ich przyszłego małżeństwa. Maciej przytakuje i sięga pamięcią wstecz: „Jakiś czas po ślubie pojawiły się trudności, które wydawały się bardzo poważne. Mieliśmy oboje ogromne pragnienie walki z problemem, a nie przeciwko sobie. Prosiliśmy o to na modlitwie. I dostawaliśmy łaskę jedności i miłości”.      

 

Nasze kochane dzieci

Maciek i Iwona doczekali się już dwójki wspaniałych dzieci – Amelki i Tobiaszka. Zdecydowali się też na adopcję duchową i mocno wierzą w to, że ich adoptowane dziecko w grudniu szczęśliwie przyszło na świat. Zaraz potem objęli adopcją duchową dwoje kolejnych dzieci. Mają także córeczkę w ramach programu „Adopcja Serca”. Emmerine pochodzi z Afryki. „Zobowiązaliśmy się finansowo pomóc jej ukończyć szkołę. Kiedy ją adoptowaliśmy, miała zaledwie dziesięć lat. Teraz jest już nastolatką. Utrzymujemy kontakt listowny. Jej wdzięczność jest niesamowita. Jesteśmy z niej dumni” – mówi Maciek. Codziennie modlą się za nią tak jak za własne dzieci. „Mamy świadomość tego, że nie możemy zmienić całego świata, ale wiemy, że możemy zmienić cały świat jednej osoby” – podkreśla.

 

Podróżujemy we troje

Receptą na rodzinne szczęście postanowili dzielić się z innymi, stąd pomysł na bloga. „Chcemy zmienić trochę wizję kościółkowego małżeństwa, które często – nie wiedzieć czemu – kojarzy się z nudą i z cierpiętnictwem” – zauważa Maciej. Wraz z Iwoną przekonuje, że to wspaniała przygoda we dwoje, a w zasadzie we troje, bo oni doświadczają miłości Boga zarówno indywidualnie, jak i w relacji małżeńskiej. To Bóg daje im siłę. Gdy oddają Mu swoje trudności, dzieją się cuda. To On przemienia wszystko w dobro. „Tego dobra jako małżonkowie chcemy poszukiwać i tym się dzielić” – podsumowuje Iwona.

A samotność? Iwona teraz już wie, że był to bardzo potrzebny czas, by mogła zmierzyć się z problemami, odkryć swoją tożsamość i Jego miłość: „Zawsze mówię samotnym, że nawet najwspanialszy człowiek nie wypełni pustki, jeśli nie damy się pociągnąć Bogu. Jest takie miejsce w sercu zarezerwowane tylko dla Niego i czasem nam się wydaje, że jak poznam męża, żonę, to będę szczęśliwy. Może przez chwilę. Ale to poczucie pustki będzie wracać aż do momentu, w którym doświadczysz Boga”.

 

Więcej o historii Macieja i Iwony znajdziesz w Internecie:

https://www.facebook.com/boskiemalzenstwo/

http://www.powolanidoswietosci.pl/

 

 

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce. OK