Wychowanie
nr 10 (112) październik 2016

 W małżeństwach, w których codzienność przeżywana jest w pojedynkę - budowanie miłości i jedności to sport ekstremalny.

Agnieszka Zawisza

Pralka i miłość

Czy miłość ślubowana z taką mocą przed ołtarzem nie „zbiegnie się” wrzucona w bęben pralki codziennego wspólnego życia? Nie sflaczeje, nie odbarwi się, nie zszarzeje? Czy rutyna życiowych trosk nie wypierze z niej wzniosłych uczuć?

 

 

Kiedy pytam w poradni rodzinnej narzeczonych przygotowujących się do ślubu, co będą sobie w tym ważnym dniu ślubować, patrzą podejrzliwie. To przecież oczywiste: miłość, wierność i uczciwość małżeńską. Kiedy jednak zaczynam drążyć temat, próbując dociec, czym według nich jest miłość, którą mają sobie za chwilę przysiąc - miny im rzedną. To trudne – utyskują - To się wie. Okazuje się tymczasem, zwłaszcza w tzw. praniu, że w temacie miłości nic nie jest oczywiste.

 

Odrobina refleksji

Skoro macie sobie ślubować miłość przed Bogiem i ludźmi, to chyba warto wiedzieć czym ona dla każdego z Was jest? - nie ustępuję. Dziś słowa „Kocham Cię” to tak wyświechtany frazes, że czasem wydaje się, że nic już nie znaczą… To znaczy, że chcemy ze sobą być, że nie wyobrażamy sobie życia bez siebie – słyszę wreszcie. Tak, fizyczna obecność to grunt. Kwestia wydawać by się mogło bezdyskusyjna, a jednak wciąż nie brakuje małżeństw na odległość, gdy jedno z partnerów emigruje za chlebem lub całe dnie (a czasem i noce) spędza pracując lub realizując swoje hobby. A przecież nie da się budować relacji przez telefon, nie da się wiecznie „mówić do siebie listami”, czy wychowywać dzieci przed skype’a. Trzeba być obok, wesprzeć radą, konkretną pomocą, spojrzeć w oczy, przytulić, wypić razem herbatę, pokłócić się i pogodzić, pójść na spacer czy zaznać małżeńskiej intymności. W małżeństwach, w których codzienność przeżywana jest w pojedynkę - budowanie miłości i jedności to sport ekstremalny. A takich nie obejmuje nawet standardowe ubezpieczenie, a cóż dopiero bezrefleksyjnie złożona przysięga.

Wiemy, że jest między nami miłość, bo dobrze nam ze sobą – deklarują młodzi adepci małżeńskiego rzemiosła. Oby jak najdłużej – życzę szczerze. Ale cóż stanie się, kiedy będzie źle czy trudno? – dopytuję. Wtedy będziemy się nawzajem wspierać - odpowiadają przepełnieni wiarą, że tak właśnie będzie. A kiedy, to między Wami będzie źle? Gdy poranicie się nawzajem tak bardzo, że nie będziecie mieli ochoty nawet na siebie patrzeć, a cóż dopiero się wspierać - z uporem drążę niewygodny w takich pięknych „okolicznościach przyrody” temat. W oczach narzeczonych widzę niemy opór: Jakie trudności? Przecież my się tak bardzo kochamy, że wszystko będzie super. A jednak większość spektakularnie i brzydko rozwodzących się par, zaczynała kiedyś od wielkiej miłości i hucznego ślubu… Wystarczy przejrzeć kilka numerów brukowców sprzed paru lat. Życie pokazuje, że granica między miłością a nienawiścią bywa bardzo płynna i trzeba między nimi w małżeństwie balansować nieustannie. Będziemy ze sobą rozmawiać – bąkają nieśmiało – próbować rozwiązać problem. Co jeszcze? - dopytuję. Przeprosimy się. Będziemy musieli sobie wybaczyć i zacząć od nowa. Oddycham z ulgą. Bo przebaczenie to podstawa w małżeństwie. Najpierw przebaczenie małżonkowi, że nie jest doskonały, że nie zgaduje moich najgłębszych pragnień, i że nigdy nie sięgnie poprzeczki, którą systematycznie podnoszę. Potem wielu ran, które bardziej lub mniej intencjonalnie mi zada. I jeszcze, że czegoś zapomni, czegoś nie dopatrzy, coś zawali, zniszczy, zgubi, że okaże się … człowiekiem? Rozczarowania sobą nawzajem nie unikniemy. To naturalna faza w związku. Nie ma sensu zakładać naiwnie, że w naszym stadle kryzysów nie będzie lub się nimi zbytnio frustrować. Lepiej realistycznie postanowić, że kiedy się pojawią będziemy dążyć do ich jak najszybszego rozwiązania. Przyszłość to wielka niewiadoma. Znana tylko Bogu. Dlatego to Jego pomocy przyzywamy kończąc małżeńską przysięgę. I Jego warto angażować w jak najwięcej naszych ludzkich spraw, by móc tego wsparcia realnie doświadczać.

 

Jak rozpoznać miłość

Pewien kolega będący w trakcie rozwodu (Bo swojej żony już nie kocha, a mówiąc ściślej nigdy nie kochał), zapytał mnie jak pomagam narzeczonym w poradni stwierdzić, że ten drugi człowiek to właśnie ten jeden i ta jedyna. Jak sprawdzić, że to prawdziwa miłość - taka, która nigdy nie ustanie i, że nie podzieli nas kiedyś „niezgodność charakterów”. Niestety badania pokazują, że odnalezienie kogoś, z kim okażemy się dwiema połówkami tego samego jabłka to marzenie ściętej głowy. W książce A. Wielowieyskiego „Przed nami małżeństwo” czytam: problem niedobrania właściwie nie istnieje, bo zharmonizowanie dwóch różnych osobowości musi zawsze napotykać na opory, a ich przezwyciężenie nie jest sprawą doboru, lecz dojrzałości. Miłość nie jest nam dana, lecz zadana. Możemy ją tworzyć, wzmacniać, ale i osłabiać, bo od naszej aktywności zależy. Wybierając na całe życie nie możemy więc polegać wyłącznie na przeżyciach emocjonalnych. W filmie Ognioodporny przyjaciel przestrzega głównego bohatera: Nie możesz iść zawsze tam gdzie cię prowadzi serce, bo twoje serce łatwo zwieść, to ty musisz prowadzić twoje serce. Uczucia są ze swojej natury zmienne. Przychodzą i odchodzą niezależnie od nas. Wydarzenia dnia codziennego, samopoczucie wpływają na ich temperaturę. Dlatego, to nie stałość uczuć ślubujemy współmałżonkowi przed ołtarzem, bo przysięga małżeńska to nie wypadkowa emocji, ale wybór, decyzja. Ja wybieram ciebie na towarzysza mojej przyszłej drogi. Chcę z tobą dzielić radości i smutki, dbać o rozwój naszego uczucia, o nasze wspólne dojrzewanie. Chcę nauczyć się jak czynić cię szczęśliwym, jak przedkładać twoje dobro nad moje, jak przepraszać i przebaczać krzywdy, które mi wyrządzisz. W swojej wolności wybieram Ciebie, wybieram nas. Podejmuję decyzję, że będę cię szanować, dbać o ciebie, pomagać Ci w codziennych obowiązkach, obdarzać zaufaniem. To mogę obiecać, bo postawa jaką przyjmę, ode mnie zależy. Kiedy w pewnym amerykańskim piśmie zapytano żony o największy dowód miłości ze strony męża, w ogromnej większości odpowiedziały: wstawanie w nocy do dziecka. Bo choć deklaracje miłosnych uczuć składa się stosunkowo łatwo, to konkretnymi czynami budujemy trwałą miłość.  Uczucia i podniety płynące z ciała to pewna podpowiedź, jednak próba zbudowania na nich małżeństwa, to jak jazda rollercoasterem bez zapiętych pasów – na pierwszym zakręcie dojdzie do wywrotki. Na fali emocji nie dopłyniemy daleko, prędzej czy później nadejdzie odpływ. Konieczna jest świadoma decyzja, że chcę być z druga osobą mimo wszystko, konieczny wysiłek woli, by przeciwstawić się prądowi, gdy ten znów pociągnie nas w kierunku pełnego morza. Potrzebna gotowość, by na stałe wyjść na suchy ląd i zacząć budować miłość gotową do poświęceń, wzajemnego daru z siebie. Miłość, w której naszym wkładem do puli w grze jest całe nasze życie. Gdy mimo ogromnego ryzyka, wielu pokus i niewiadomych, stawiam całe swoje życie na jedną kartę i rozumnie i świadomie decyduję się ślubować Ci miłość, dopóki nas nie brak uczucia, ale śmierć nie rozłączy.

 

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce. OK