Wychowanie
nr 12 (114) grudzień 2016

Małżeństwo to związek partnerski, a nie monarchia absolutna.

Agnieszka Zawisza

Pozbądź się trupów z szafy

Rozbieżne wizje uczciwości małżeńskiej to problem niejednej zaślubionej pary. Czy przemilczenie czegoś jest już kłamstwem? Czy w małżeństwie jest miejsce na tajemnice i sekrety? Czy mam prawo do zatajania pewnych szczegółów, zwłaszcza gdy robię to, by chronić partnera? Czy podejmowanie decyzji mających wpływ na nasze wspólne życie bez konsultacji ze współmałżonkiem jest wobec niego uczciwe? A jeśli nie, to czy naprawdę wszystko musimy ze sobą uzgadniać?

 

Ropiejące wrzody

Zdaniem niektórych psychologów tajemnice w związku są czymś niezbędnym, stymulują i napędzają do działania. Jednak nie wszyscy specjaliści podzielają tę opinię. Ks. Marek Dziewiecki pisze w jednym z artykułów: „małżonkowie nie powinni mieć przed sobą tajemnic. Nie powinni mieć podwójnego życia, ukrytych źródeł dochodu czy kontaktów z osobami, o których nie wie małżonek. Kochający się małżonkowie wiedzą, że uczciwość – podobnie jak wierność – jest niepodzielna i że złamanie uczciwości w jednej sprawie prowadzi do nieuczciwości także w innych dziedzinach życia”.

Ja również sądzę, że sekrety, zwłaszcza mroczne, które próbujemy przed współmałżonkiem zataić, niczym wrzód jątrzą się i ropieją, mogąc stać się w przyszłości podłożem innych małżeńskich chorób. Jak w historii znanego mi małżeństwa. Dominice wydawało się, że może mieć do Roberta bezwzględne zaufanie, zawsze wszystko ze sobą uzgadniali, żyli sakramentami, od lat aktywnie działali we wspólnocie. Kiedy więc wyszło na jaw, że mąż w tajemnicy przed nią pożyczył koleżance z pracy dużą sumę pieniędzy, Dominika poczuła, że przysięga uczciwości małżeńskiej została przez Roberta złamana. Mąż tłumaczył, że przecież to tylko pożyczka, nic jej nie powiedział, bo chciał uniknąć niepotrzebnych pytań, nieuzasadnionych podejrzeń. Potem okazało się jednak, że zatajając przed żoną udzielenie pożyczki, ukryć próbował przed nią (a może i przed sobą) fakt, że koleżanka zaczynała interesować go nie tylko w kontekście zawodowym. Pieniądze zostały oddane, zbyt zażyła pozamałżeńska znajomość ucięta, lecz Dominika długo nie mogła zdobyć się na to, by mężowi ponownie zaufać (nie tylko w kwestiach finansowych).

 

Sztab dowodzenia

Małżeństwo to związek partnerski, a nie monarchia absolutna. Nie ma tu miejsca na partyzanckie akcje i działanie na własną rękę, w oparciu jedynie o własne rozeznanie. Bóg, dając Adamowi Ewę, chciał, aby była dla niego pomocą, i to – wbrew rozpowszechnionej w niektórych środowiskach opinii – nie tyle pomocą domową, ale jego prawą ręką, głosem rozsądku, doradcą, konsultantem, coachem, by razem tworzyli małżeński sztab dowodzenia na życiowym froncie. Bywa różnie. Mam kolegę, który regularnie robi żonie niespodzianki, kupując (bez konsultacji z nią) np. małżeńskie łóżko, nad którego nabyciem właśnie się zastanawiali, czy najnowszy model telefonu. Znajoma cieszy się z każdego prezentu, imponuje jej, że mąż na niej nie oszczędza, czasem jednak ma wrażenie, że tak naprawdę mąż robi te prezenty… sobie, bo mimo że najnowszy model smartfona ma wiele przydatnych funkcji i łechce jej próżność (nie wspominając już o dumie współmałżonka), ona, gdyby wolno jej było coś zasugerować, poprosiłaby o… elegancką bieliznę. Nachodzą mnie więc czasem wątpliwości, czy motywacją tego typu samowolnych akcji jednego z partnerów jest chęć zrobienia drugiej stronie przyjemności czy też raczej niechęć do liczenia się z jej (jego) zdaniem w procesie decyzyjnym. Bo przecież wiadomo, że wspólne podejmowanie decyzji jest niejednokrotnie trudniejsze, trwa dłużej, wymaga negocjacji, ustępstw, dyplomacji, ale przede wszystkim posłuchania się nawzajem i poznania. Mamy wszak różne upodobania i potrzeby, a konieczność uzgodnienia wspólnego stanowiska naraża nas na to, że współmałżonek bezlitośnie wytknie nam gadżeciarstwo, rozrzutność, skąpstwo lub brak gustu. Mimo to w imię budowania małżeńskiej jedności i partnerstwa w związku warto takie próby podejmować. Zwłaszcza w kwestiach ważnych.

 

Potrzeba oddechu

Czasem nieszczerość i tajemnice mogą się stać ucieczką jednego z partnerów przed zbytnim zdominowaniem przez drugiego. Gdy potrzeby którejś ze stron są ignorowane, zainteresowania wyśmiewane, a na hobby czasu brak. Kiedy jednemu ze współmałżonków odmawia się większości praw, obarczając go jednocześnie wciąż nowymi obowiązkami. Życie staje się wówczas kieratem, z którego jedyną drogą wyjścia wydaje się kłamstwo. Często celują w tego rodzaju konfabulacji mężowie pantoflarze, choć nie tylko. Rita – fryzjerka, tytułowa bohaterka filmu „Edukacja Rity” – chcąc zdobywać wyższe wykształcenie, w tajemnicy przed mężem bardzo pragnącym potomstwa bierze prywatne lekcje i… tabletki antykoncepcyjne. Odkrycie tego faktu doprowadza parę do rozstania, mąż bowiem nie może znieść świadomości, że był przez wiele miesięcy z rozmysłem zwodzony. Gdyby jednak okazał odrobinę zainteresowania pragnieniom żony, a nie z uporem je lekceważył, być może, ona nie musiałaby uciekać się do nielojalnych gierek i udałoby im się jakoś dogadać. Nieakceptowanie zainteresowań współmałżonka i odmawianie mu przestrzeni na ich realizację jest formą nieuczciwości. Jednakże pamiętajmy, że nie postępuje uczciwie również i ten, kto w imię rozwijania osobistych hobby wprowadza krzywdzący współmałżonka podział domowych obowiązków.

 

Mniejsze zło

Czasem małżonkowie żyją w kłamstwie, chcąc chronić swoją drugą połowę. W jednej z angielskich komedii mąż codziennie rano wychodzi z domu do pracy, ukrywając przed żoną fakt, że został z niej zwolniony pół roku wcześniej. Przygnieciony ciężarem, który sam na siebie włożył, całe dnie spędza w pośredniaku dręczony strachem przed demaskacją i… nadmiernymi wydatkami żony. O stanie faktycznym małżonkę informuje dopiero komornik. Wtedy jednak ona nie ma już dla męża oszusta litości i z miejsca wyrzuca go z domu. Nie może przebaczyć wielu miesięcy farsy, które jej zafundował, mimo że kierowały nim wzniosłe pobudki. Nie dajmy się zwieść. Kłamstwo ma dużo bardziej destrukcyjne działanie od problemów, które próbujemy za jego pomocą ukryć. Bo „można wybaczyć i przezwyciężyć wszystkie uchybienia z wyjątkiem oszustwa – jak podkreślają autorzy książki „Granice w relacjach małżeńskich” – ponieważ kłamstwo zaprzecza istnieniu problemu. Oszustwo jest niewybaczalnym grzechem, ponieważ uniemożliwia przebaczenie”.

Budowanie związku opartego na otwartości i szczerości to ideał i warto do niego dążyć. Jednak nie każdy człowiek czy związek jest gotowy na to, by uporać się z ujawnioną prawdą. Potrzeba wyczucia i rozsądku, wzajemnej życzliwości i gotowości do przebaczenia. Kiedy jednak oczyścimy nasze relacje z brudu kłamstw i nalotu tajemnic, kiedy pozbędziemy się wszystkich trupów z szafy, jest szansa, że pojawi się przestrzeń do budowania głębszej jedności małżeństwie. Co nas nie zabije, to nas wzmocni. Pod warunkiem, że nie zabije…

 

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce. OK