Wychowanie
nr 6 (120) czerwiec 2017

Gdyby człowiek pragnął tylko być szczęśliwym, to mogłoby to nie być takie trudne; ale on pragnie być szczęśliwszy od innych, a to jest trudne prawie zawsze, ponieważ wydaje się nam, że inni są szczęśliwsi, niż są w samej rzeczy. 
Monteskiusz

 

Agnieszka Zawisza

Post od narzekania

Nawet gdy nie wszystko się układa, możemy wywoływać w sobie wdzięczność, ćwiczyć się w tej sztuce i uzbrajać na gorsze chwile. (…) Ludzie praktykujący wdzięczność są bardziej odporni na stres, codzienne uciążliwości, jak również większe osobiste wstrząsy.
Robert A. Emmons

 

Często wydaje nam się, że inni mają lepiej! Czy jednak prosta zamiana ról rozwiązałaby wszystkie nasze problemy? Odpowiedzi na to pytanie poszukać możemy w baśni Andersena o kaloszach szczęścia, które potrafiły magicznie przenosić ich nosiciela w miejsce, które sobie wymarzył, lub w życie, którego komuś skrycie zazdrościł. Znalazło się wielu amatorów takiego eksperymentu, jednak, o dziwo, żaden z nich szczęścia w zamianie losów nie doświadczył i z ulgą wrócił do życia, które wiódł poprzednio.

 

Inni mają lepiej?

Jak często zdarza nam się narzekać, szemrać, zazdrościć komuś jego szczęścia? „Mamo, a jego lampka świeci jaśniej niż moja! A ona ma dom i psa, a my tylko mieszkanie w bloku i chomika, który w dodatku gryzie! A u nich w szkole WF jest fajniejszy! A ona ma siostrę, podczas gdy ja tylko dwóch braci!” Ręce nam nieraz opadają na tę dziecięcą niewdzięczność. Ale czy u nas, dorosłych, sytuacja wygląda lepiej? Przecież: „Jej mąż więcej pomaga przy dzieciach, a jego żona jest oszczędniejsza, jej mąż co rusz przynosi kwiaty, a jego żona nie jest taka kłótliwa, jej teściowa odbiera dzieci ze szkoły, a im rodzice kupili mieszkanie”. I już roimy w myślach o magicznych kaloszach.

Jednak lokowanie osobistego szczęścia w ludziach, miejscach, rzeczach, które z założenia są poza naszym zasięgiem, to bardzo niebezpieczny eksperyment, a droga do zadowolenia wiedzie zupełnie inną trasą. Według badań psychologa Michaela W. Eysencka poziom odczuwanego przez nas szczęścia pozostaje w dłuższej perspektywie naszego życia na względnie niezmienionym poziomie. Co oznacza, że choć zmiana warunków bytowych (większe mieszkanie, bardziej komfortowy samochód) lub ekscytujące przeżycia dają chwilową radość, z biegiem czasu jednak wynik na naszym szczęściometrze wraca do normy i znów lądujemy na poziomie średniej życiowej. Oczywiście możemy próbować poprzez różne przyjemności nasze poczucie zadowolenia wciąż maksymalizować, lecz pamiętać trzeba, że gdy raz wejdziemy na tę „hedonistyczną bieżnię”, biec na niej będziemy musieli bez ustanku… ryzykując, że wreszcie zmęczy nas ten maraton, źródła ekscytacji lub nasze możliwości konsumpcyjne się wyczerpią, a my pozostaniemy z nadal nienasyconym głodem.

 

Już jesteś szczęśliwy

Czy mamy w takim razie zrezygnować z prób osiągnięcia szczęścia? Bynajmniej. Tyle że zamiast wciąż je gonić, może warto zauważyć, że ono już dawno samo nas odnalazło … Bo jeśli wierzyć św. Augustynowi, szczęście polega na zdolności chcenia tego, co już mamy. Na właściwej interpretacji rzeczywistości, na nieporównywaniu się z innymi, na docenianiu własnego ogródka i umiejętności dziękowania za to, czym zostaliśmy obdarowani. Może właśnie wdzięczność to klucz do naszego szczęścia?

Wdzięczność, czyli świadomość tego, że na każdym kroku jesteśmy odbiorcami dobra, że codziennie jesteśmy w jakiś sposób obdarowywani. Nie było kolejki na poczcie; dziecko wstało z łóżka na czas bez siłowych interwencji; znowu usłyszałam: „Kocham cię!”. Mamy za co być wdzięczni. Jak łatwo jednak umykają nam te małe codzienne perełki, traktujemy je jako coś oczywistego, skupiając się na tym, co nie wyszło. A przecież jak twierdzi Robert A. Emmons, „psycholog wdzięczności” z University of California: „Wdzięczność jest jedyną rzeczą mogącą w mierzalny sposób odmienić ludzkie życie. Poprawia nasze samopoczucie, redukuje stres, podnosi poziom szczęścia”. Bo za każdym naszym podziękowaniem stoi dar, który otrzymaliśmy i którego nie przegapiliśmy.

 

Trenuj wdzięczność

Zalecenie, by dziękować, pojawia się w Nowym Testamencie 39 razy. Bóg chce, byśmy byli wdzięczni, byśmy dostrzegali dobro, którym nas obdarza, byśmy Mu ufali. Umiejętność dziękowania, w przeciwieństwie do umiejętności narzekania (patrz płacz niemowlęcia), nie jest wrodzona. Wdzięczność to „mięsień wzmacniany treningiem siłowym” – piszą Will van der Hart i Rob Waller, widzący we wdzięczności antidotum na toksyczny perfekcjonizm. Dlatego wdzięczności trzeba się uczyć. Mogła się o tym przekonać Linda Dillow, autorka poradników dla kobiet, która już po sześćdziesiątce doznała poważnego urazu głowy. Wskutek tego wypadku Linda, która przez wiele lat praktykowała postawę pełną wdzięczności, stała się zgorzkniała i skłonna do narzekań. Zrozumiała wtedy, że narzekanie to jej ojczysty język, a nauka wdzięczności, podobnie jak nauka języka obcego, wymaga wytrwałego treningu. Amerykanka proponuje więc kilka prostych, codziennych ćwiczeń: założenie dziennika wdzięczności do notowania wszystkich rzeczy, za które chcemy podziękować, noszenie bransoletki wdzięczności z napisem: „Świat bez narzekania”, podjęcie 21-dniowego (tyle dni według psychologów zajmuje przyswojenie nowego nawyku) postu od narzekania. Szlifowanie języka wdzięczności nie jest procesem odruchowym, dlatego wymaga świadomego rozwijania i regularnej praktyki.

 

Za wszystko dziękujcie!

Co jednak, gdy dotykają nas nieszczęścia i powodów do wdzięczności brak? I tu największa niespodzianka. Bo zarówno psycholog Robert A. Emmons, jak i Biblia mówią jednym głosem: „Pomimo wszystko dziękujcie! Odrzućcie warunkowe podejście do wdzięczności!”. Biblijna wdzięczność jest konkretnym nastawieniem serca, na które nie ma wpływu ani lekkość, ani trud życia. Św. Paweł zachęca (Flp 4, 4-6), byśmy zawsze radowali się w Bogu, o nic się zbytnio nie martwiąc, a gdy nam czegoś potrzeba, byśmy prosili o to Boga z dziękczynieniem, okazując wdzięczność, zanim jeszcze przekonamy się o skuteczności naszych błagań. Wyrażanie wdzięczności, chociaż sprawy wydają się przyjmować zły obrót, to odmowa zezwolenia na to, by zewnętrzne okoliczności kierowały naszym stanem ducha. To wybór dziękowania zamiast przekleństw.

Warto uświadomić sobie, że wdzięczności nie musimy czuć. Emocje przychodzą niezależnie od nas, napędzają je okoliczności. Możemy jednak przyjąć i świadomie kształtować pełną wdzięczności postawę niezależnie od bilansu zysków i strat w naszym życiu. Po co? Bo kiedy dotykają nas przeciwności, wdzięczność pozwala nam widzieć tymczasowe problemy w perspektywie całego życia. Pozwala nam złapać dystans i przypomnieć sobie, że to, co nas dziś przygniata, z czasem utraci swój ciężar.

Czasem może nam się to wydawać sztuczne. Możemy więc nadal podejmować niewykonalne próby zmieniania wszystkiego dookoła; możemy żyć w złudnym przekonaniu, że potrafimy kontrolować wszystko, co nam się w życiu przydarza; możemy wykupić wszelkie możliwe ubezpieczenia, licząc, że wtedy nic nas w życiu nie zaskoczy. Możemy. Możemy jednak także wybrać wdzięczność za rzeczywistość, która nas otacza, bo wbrew temu, co nam się czasem wydaje, na nic nie zasługujemy, a wszystko jest darem!

 

 

 

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce. OK