Problemy społeczne
nr 1 (103) Styczeń 2016

Niegdyś popsute rzeczy się naprawiało. Dziś kupujemy nowe.

Rafał Karpiński

Chleb nasz powszedni

Pamiętam, jak babcia, przystępując do krojenia chleba, najpierw robiła na bochenku znak krzyża. Nie chodziło tylko o religijny gest czy tradycję. W tym znaku wyrażał się stosunek do chleba i żywności jako Bożego daru.

U babci nic się nie marnowało – czerstwe pieczywo i inne resztki uzupełniały dietę zwierząt domowych: kur, psów i królików. Doskonale działał także system, który dziś nazywamy segregacją śmieci i recyklingiem – każda rzecz była wykorzystywana do końca lub wielokrotnie. I dopiero rzeczy lub ich pozostałości, których nie można było już przetworzyć czy zagospodarować, lądowały w kuble na śmieci.

Piszę o tym dlatego, że żyjąc od wielu lat w sytości i pełnej dostępności wszelkich dóbr, oddalamy się od takiej prawdy życia (filozofii), gdzie wszystko, nawet najmniejsza rzecz, miało swoją wartość i miejsce w hierarchii. Obecnie wszystko jest „fast” i jednorazowego użytku. Pokoje naszych dzieci wypełniają stosy zabawek, które po pierwszym zachwycie wylądowały w kącie. Nasze szafy pękają w szwach od ubrań, które miesiąc po kupieniu wyszły z mody. Nasze szuflady zamieszkują stada telefonów komórkowych, które wymieniamy na nowe modele co dwa lata.

Niegdyś popsute rzeczy się naprawiało. Dziś kupujemy nowe. Co więcej, to często moda nakazuje nam nabycie nowej komórki, tabletu lub innego gadżetu. Sami producenci nakręcają konsumpcję, wypuszczając na rynek produkty o zaprogramowanej „żywotności”

 

Artykuł dostępny w wersji drukowanej gazety.

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce. OK